Wyskoczyłam wystraszona z łóżka i zeszłam za ojcem na dół. W salonie siedziała już wyraźnie zmartwiona Kate.
O co im chodziło ?
- Marika - zaczął podenerwowany ojciec ostrym głosem - wiem, z czym się zmaga młodzież w dzisiejszych czasach. Ale w żadnym wypadku nie spodziewałem się tego po Tobie ! - zaczął naprawdę głośno krzyczeć.
- Tato, możesz mi proszę wyjaśnić, o co Ci chodzi ? - spytałam lekko zdezorientowana.
- Chcesz mnie sprowokować ?! Chciałem dla Ciebie jak najlepiej, a Ty...
- Jak najlepiej ?! - przerwałam mu - To czego rozwiodłeś się z mamą ?! Myślisz, że to było najlepsze rozwiązanie ?!?! - krzyknęłam z płaczem i wybiegłam z salonu.
Poczułam nagle czyjąś dłoń na ramieniu i odwróciłam się.
- Marika kochanie, posłuchaj jeszcze przez chwilę ojca - usłyszałam smutny głos Jenny.
Usiadłam posłusznie w fotelu i popatrzyłam przed siebie.
- Czego jeszcze chcesz ? - rzekłam sucho - Najpierw wrzeszczysz na mnie o coś, o czym nie mam najmniejszego pojęcia, a potem...
- Mam prawo krzyczeć, bo już straciłaś moje zaufanie ! Nie wiesz, o co mi chodzi ? Nie udawaj głupiej ! Dzwoniła do mnie przed chwilą zapłakana mama i żądała wyjaśnień, dlaczego znalazła w Twoim pokoju...... narkotyki ...
Ojciec mówił coś jeszcze, lecz ja po prostu zamarłam. Serce podeszło mi do gardła.
- Że..... że ja ? - tylko tyle był w stanie wydusić mój piskliwy na tą chwilę głos.
Tylko jedna osoba pojawiła się w moich myślach.
Tak, to była Ola, moja Ola.
Przypomniałam sobie nagle przeszłość. Coś, o czym chciałam najmocniej w świecie zapomnieć, lecz niestety, utknęło w małych zakamarkach mojej pamięci.
Brawo Marika, gratulacje, miałaś przyjaciółkę narkomankę.
Obrazy w mojej głowie przesuwały się tak żywo, jakby to było wczoraj.
A minęły od tego może jakieś dwa lata. Teraz mam piętnaście lat, musiałyśmy mieć jakieś trzynaście. Byłyśmy młode i głupie.
Czułam potrzebę powiedzenia o wszystkim ojcu i Jen.
Zaryzykuję, pomyślałam.
- Chodzi o... chodzi o Olę... Ola miała kłopoty rodzinne. Matka zginęła jej w wypadku, ojciec alkoholik, wiesz. Nie miała żadnego bliskiego w rodzinie, by mógł sprawować nad nią opiekę. Miała tylko mnie. Oczywiście byłam z nią i ją wspierałam. Tak bardzo się o nią bałam. Chciałam jej pomóc, lecz zabroniła mi. Powiedziała, że jeśli komuś powiem o jej kłopotach, to się zabije. Przecież nie chciałam tego, więc siedziałam cicho.
W tej chwili pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Obrazy w mojej głowie były nie do zniesienia. Jen i ojciec uważnie mnie słuchali. Ciągnęłam więc dalej.
- Pewnego wieczoru Ola zadzwoniła do mnie, bym przyszła pod paryski most. Mamy akurat nie było w domu, a do mostu miałam niedaleko, więc postanowiłam wyjść. Już z daleka zobaczyłam chudą osóbkę siedzącą na poręczy mostu i wymachującą nogami. Podbiegłam szybko do niej.
- Olka złaź z tej barierki, co Ty najlepszego wyprawiasz ?
Zaśmiała się drwiąco.
- Nikogo już nie mam, to po co mam żyć ? Śmierć jest piękna. Jak chcesz, możesz iść ze mną, tylko złap mnie kochana za rękę
Znowu się zaśmiała i wyciągnęła do mnie drżącą rękę.
Popatrzyłam na nią. Wyglądała okropnie - podkrążone oczy, rozszerzone źrenice, zupełnie inny głos i zachowanie.
Prawie się zakrztusiłam.
- Ola..... Ola...... nie mów mi nawet, że ty wzięłaś..... narkotyki...
- Maruś, zapominam przez to o wszystkich problemach. Może chcesz trochę ? - po czym wyciągnęła małą torebeczkę z proszkiem.
Widząc to świństwo, aż się wzdrygnęłam.
- Olka, jak mogłaś ! Przecież masz mnie ! Nie bierz nigdy więcej tego - to mówiąc, wskazałam kiwnięciem głowy na proszek.
- Mam Ciebie ? Dobrze, więc mam nadzieję, że załatwisz mi następną działkę.
- Nie będę Ci tego załatwiać! Oszalałaś ? Mamy dopiero po trzynaście lat, chcesz się już tak niszczyć ? - zaczęłam płakać.
- Ja tu czekam, Marika - powiedziała - i masz piętnaście minut. Jeśli nie zdążysz, to po mnie nie zostanie już nic ! - uśmiechnęła się ironicznie.
Nie wiedziałam, co robić, zaczęłam panikować.
Zostało mało czasu, zostało mało czasu, powtarzałam w myślach.
Wpadł mi do głowy tylko jeden pomysł - Michael. Mój dawny kolega, który miał styczność z narkotykami. Natychmiast napisałam mu SMS'a, by przyniósł towar pod ten most. Na szczęście był po dziesięciu minutach. Podziękowałam mu i dałam należyte pieniądze, po czym podbiegłam do Olki.
- Masz debilko, ale tylko to ! I nie waż się mieć więcej takich samobójczych myśli ! - krzyknęłam.
Z czasem zaczęło być jeszcze gorzej, Olka nie wyobrażała sobie życia bez narkotyków. Jako przyjaciółka nie mogłam jej w jakikolwiek sposób pomóc. Kazała mi trzymać narkotyki w swoim domu, bo u niej często bywała policja ze względu na ojca alkoholika.
- Przecież ona mogła zginąć ! Czego nam od razu nie powiedziałaś ? Zdawałaś sobie sprawę z tego, w co się pakujesz ?! Miałaś tylko trzynaście lat ! - krzyczał ojciec.
- Wiem - szepnęłam zawstydzona - ale to była moja przyjaciółka, nie mogłam nikomu mówić, nie zdawałam sobie sprawy, że ona mogła tak po prostu zginąć.
- Jezus Maria, moja córka pomagała narkomance. Mam nadzieję, że Ty nie próbowałaś niczego brać !
- Nic tato, przyrzekam Ci.
Mówiłam całkowitą prawdę.
Tato trochę się uspokoił.
- Czyli chcesz nam wytłumaczyć, że to Ola kazała Ci trzymać narkotyki w swoim domu ?!
- Jeśli tylko trzymałam je w domu, zaraz je dawałam Olce ! Lecz tym razem nie mam pojęcia, jak się tam znalazły !
- Dobrze córeczko - westchnął ojciec - dziękuję, że opowiedziałaś nam o tym wszystkim. To naprawdę ciężkie dla Ciebie. Wyjaśnimy tą sprawę z Olą i narkotykami u Ciebie w pokoju - pocałował mnie w czoło.
Jak dobrze że się nie gniewa ! Kamień spadł mi z serca.
Weszłam po schodach na górę. Byłam padnięta. Słyszałam głos taty rozmawiającego z kimśprzez telefon - mama.
Ejj, lecz skąd się wzięły te narkotyki w moim pokoju ?!
Zeszłam z powrotem do salonu. Tato zakończył już rozmowę, więc teraz ja wykręciłam numer do mamy i włączyłam głośnik.
- Halo, Marika ? Kochanie, tato mi wszystko wyjaśnił.
- Cieszę się - uśmiechnęłam się - chcę tylko spytać, czy była ostatnio u nas w domu Ola ?
- Była, była. Mówiła, że pożyczyła od Ciebie jakiś ciuch i chce go oddać.
Ahhh, tak, pomyślałam.
- Dalej nic nie ogarniacie ?! - krzyknęłam równocześnie ojca i mamy - Olka przyszła do mojego pokoju i zostawiła tam narkotyki twierdząc, że idzie oddać pożyczony ciuch ! Wszystko chciała zwalić na mnie, całą sprawę ! To dlatego się nie odzywa !
- Kochanie nie zawracaj sobie tym głowy, zajmiemy się tym. Baw się dobrze tam w Londynie, kocham Cię !
- Też Cię kocham, mamo!
Rozłączyłam się. Tato i Jenny mocno mnie przytulili i powiedzieli, że będzie dobrze.
Poszłam na górę. W głębi serca czułam, że zdradziłam mimo wszystko przyjaciółkę.
Jesteś nienormalna, Marika ! Jesteś idiotką. Nie patrz się w lustro, bo zobaczysz osobę, która nie jest warta niczego i nikogo! Przecież pomagając przyjaciółce, powoli doprowadzałaś do jej śmierci!
Zaczęłam cicho płakać. Teraz tylko moja kochana Kate może mi pomóc.
Biedna Kate, gdyby wiedziała, co zrobiłam, znienawidziłaby mnie. Ale musiałam się jej wypłakać, chodźby teraz, o 2.32 w nocy.
I wykręciłam numer do przyjaciółki.
--------------------------------------------------------------------------------------
Jest oczekiwany rozdział. Wybaczcie, że taki nudny i głupi, ale zależało mi na rozwinięciu tego wątku, następny rozdział będzie fajniejszy, obiecuję, i napiszę go tylko jak będę miała troszkę czasu :3
nie wiem czy pisać to opowiadanie, ale moje ohydne wypociny czytają 3 osoby, jejejejejje, więc mam motywejszyn. Dziękuję wam jeszcze raz!!!
Tokee.
Bardzo mi się podoba,z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział:).
OdpowiedzUsuńU mnie już jest pierwszy rozdział:)
twój blog też mi się bardzo podoba!.
OdpowiedzUsuńczekam na nastepny! ;)
dzięki wielkie ! dużo to dla mnie znaczy :3
Usuń