Poczułam mocne uderzenie w głowę i upadłam.
* * *
- Najmocniej Cię przepraszam, wybacz, że tak wyszło, musiałem skoczyć po wodę do sklepu, nie wiem, jak Ci to wszystko wytłumaczyć - usłyszałam głos nad sobą.
Mimo, że ten głos był nieziemsko seksowny, nie otworzyłam nawet powieki. Bałam się, że całe moje ciało będzie mnie bolało jeszcze bardziej.
Po około 2 minutach dotarło w części do mnie, gdzie się znajduję, z jakiego powodu i co zamierzałam zrobić przed tym nieszczęsnym uderzeniem w głowę.
Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą bruneta w wieku ok. 18 lat, z kręconymi i słodkimi lokami. Jego zielone oczy patrzyły z niecierpliwością i strachem to na mnie, to na scenę, która znajdowała się za tajemniczymi drzwiami.
Kogoś mi on przypominał.
No tak. Scena, sława, fanki i on, Harry Styles.
- Spoko, nic się nie stało, ale mógłbyś uważać następnym razem, koleś - warknęłam w jego stronę, wstałam i obróciłam się na pięcie.
- Yyyy... - zawahał się - .. Ty.. ty wiesz kim jestem, prawda ?
- No tak, "słynny słodki chłopak z One Direction" - rzekłam ironicznym głosem.
- I nie rzuciłaś się na mnie, nie chcesz autografu ? Właśnie tu stoję sam i cały dla Ciebie - powiedział z nieukrywanym zdziwieniem.
- A no tak... - westchnęłam wkurzona - sądzisz, że zaraz się na Ciebie rzucę i wyrzyczę, jak bardzo Cię kocham - bardziej stwierdziłam niż zapytałam - Nie, nie jarasz mnie Ty, Twój słodki uśmiech, ani tym bardziej Twój zespół. Nie jarają mnie te wszystkie fanki, które poumierałyby za Twój jeden uśmiech i wzrok skierowany w ich stronę. Nie jara mnie Twoja sława i popularność, i wszystko z Tobą związane. A teraz wybacz mi, ale muszę szukać mojej nienormalnej fanko-przyjaciółki, która pewnie się teraz wydziera pod sceną, także zejdź mi z oczu.
Harry stał naprzeciwko mnie i spoglądał na mnie z otwartą buzią.
Staliśmy tak dobrą minutę - on, patrząc się z idiotyczną miną na mnie, - a ja myśląc, w jaki sposób mogę znaleźć Kate.
Nagle oboje usłyszeliśmy głosy dochodzące ze sceny i momentalnie odwróciliśmy się.
- Hazza, czekamy wszyscy na Ciebie, zaraz Twoja solówka! - powiedział niski blondyn do mikrofonu, śmiejąc się.
Prawdopodobnie obiekt westchnień Kate.
- Co tu jeszcze robisz ? - powiedziałam niedbale - leć na tą scenę, do tego swojego super gwiazdorskiego życia.
Odwróciłam się i poszłam szybko w przeciwną stronę od tych cholernych drzwi. Nie chciałam nawet się odwracać, by zobaczyć tą zdziwioną, ale jakże zadowoloną twarz Harrego.
Stanęłam na końcu tłumu i po jakichś 5 minutach wyłapałam Kate. Zaczęłam biec szybko do niej. Nagle przypomniało mi się wszystko przed tym feralnym upadkiem : afera narkotykowa, SMS od Bartka...
Przypomniała mi się treść SMS'a i zaczęłam znowu płakać.
Big girls don't cry, Marika! Przestań no !
Łzy zaczęły mi szybciej spływać po policzkach. Nagle zobaczyłam Kate przed sobą i szybko wpadłam w jej objęcia. Była taka radosna, lecz gdy mnie zobaczyła, od razu na jej twarzy pojawił się smutek i zmartwienie.
- Kochana, co się dzieje ? Miałam Ci mówić, co się cudownego wydarzyło przed chwilą, ale zostawię to na później. A teraz weźmiemy taksówkę do domu i wszystko mi opowiesz!
Nie mogłam się uspokoić, lecz wreszcie wzięłam głęboki oddech i opowiedziałam o całej sytuacji. O Stylesie nie wspomniałam ani słowem.
- No a od czego masz mnie ! Nie ma się co użalać, może Bartek tu przyjedzie, może nie, ale najpierw i tak będzie miał ze mną do czynienia! Poradzimy sobie, w końcu od czego jest przyjaźń! - uśmiechnęła się tym szczerym uśmiechem, który tak uwielbiałam.
- Okej, od dzisiaj nie będę się nim już przejmować. A teraz gadaj, co tam się stało u Ciebie! Pewnie jakaś randka z Horanem - zaczęłam się śmiać i po moim wcześniejszym humorze nie było już nic widać.
- Stałam przy samej scenie i Niall dotknął mojej dłoni, a potem puścił mi oczko! A potem przy podpisywaniu płyt szepnął mi na ucho coś w stylu "ogarnij ją dobrze, śliczna!" i podał mi płytę ze swoim autografem! Tylko co miało oznaczać to zdanie ?
Resztę wieczoru zajęło nam rozkminianie o zdaniu, które Niall powiedział do Kate i śmianiu się z modelek, które zdzierały swoje obcasy na nierównych londyńskich chodnikach, wracając do domu z pokazu mody organizowanego na głównym placu.
Siedząc tak w oknie i spoglądając na ruchliwe ulice Londynu, Kate nagle wypaliła :
- Chciałabyś wrócić do domu, tam do Paryża ?
Zastanowiłam się. Jestem tu dopiero 4 dni. I te 4 dni temu mówiłam, że jadę tu tylko ze względu na mojego ojca. Najbardziej pragnęłam wtedy obudzić się w ostatni dzień wakacji i wracać do Paryża.
Ale odkąd poznałam Kate, wszystko zmieniło się o 180, a nawet o 360 stopni ! Trudno mi było przełknąć tą myśl przez gardło, ale naprawdę mi się tu podobało.
- Wiesz Kate, wiadomo, że tęsknię za mamą i moim rodzinnym domem, ale nie wierzyłam, że kiedykolwiek powiem, że mi się podoba Londyn. I naprawdę chcę tu zostać, z Tobą...
Złapałyśmy się za ręce i uśmiechnęłyśmy się. Tej nocy zostałam u Kate. Codzienne piżama party to była już u nas normalka.
Zasnęłyśmy głębokim snem.
* * *
- Pobudka ! - Kate rzuciła we mnie poduszką - 5 lipiec wita ! Dzisiaj zakupowe szaleństwo!
Wyskoczyłam szybko z łóżka i stanęłam przed lustrem. Zaczęłam układać moje niezręczne kosmyki.
- Ooo tak ! - krzyknęłam - muszę kupić jakieś sukienki i nowe conversy , bo te już są całkowicie zniszczone - to mówiąc obie spojrzałyśmy na moje obdarte czarne conversy w rogu pokoju.
- No to jazda, bo nam wszystkie fajne ciuchy z półek zabiorą!
Jak powiedziałyśmy, tak też zrobiłyśmy.
Po bardzo udanych zakupach poszłyśmy do cukierni i zamówiłyśmy po ciastku i kawie.
- No, jestem zadowolona z zakupów. Tylko taki Niall by się jeszcze przydał - westchnęła ze smutkiem Kate.
- O wilku mowa... - mruknęłam.
Zobaczyłyśmy wchodzących do cukierni Nialla i oczywiście nikogo innego jak Harrego.
No nie, znowu on. Wszystko mi się przypomniało.
- Super, pewnie mnie nie zobaczy nawet - rzekła moja przyjaciółka ze smutkiem spoglądając na dziesiątki fanek kłębiące się przy chłopakach.
- Nie gadaj tak, jestem pewna, że jak Cię zobaczy to nie będzie mógł oderwać wzroku ! - zaczełam podkręcać Kate.
O dziwo, stało się tak, jak mówiłam.
Gdy Niall ujrzał Kate, szybko odsunął się od fanek i podszedł do naszego stolika. Harry na szczęście nie zauważył oddalającego się Nialla, a tym bardziej mnie przy stoliku.
- Ciał, śliczna - rzekł blondyn do Kate - wiesz, co masz robić - puścił jej oczko i szybko odszedł.
- No czego on mi daje jakieś głupie wskazówki ? Najlepiej będzie jak podejdę do niego i po prostu mu powiem, że jestem głupia i nie wiem o co kaman! - krzyknęła przyjaciółka do mnie.
- Nie irytuj się kochana, zobaczysz, że odkryjemy, co on ma na myśli! A teraz proszę, wyjdźmy stąd, zanim ktoś mnie zobaczy... - powiedziałam szybko biorąc kawę w plastikowym opakowaniu.
- O co Ci chodzi, Mari ? I jeszcze chciałam powiedzieć, że Harry cały czas...
- Chodź już ! - przerwałam i pociągnęłam ją za bluzkę.
- Żądam wyjaśnień!
- Dobra, dobra, ale dopiero w domu.
Po powrocie opowiedziałam Kate o moim spotkaniu z Harrym, i jak się tego spodziewałam, zaczęła na mnie krzyczeć.
- Boże, przecież tak pasujecie do siebie. Jesteś idiotką, że go tak spławiłaś.
- A ty idiotką, bo nie umówiłaś się z Niallem !
Po tych słowach zadziałałam na nią jak płachta na byka. Rzuciła się na mnie, a skończyło się na biciu na poduszki.
- Już koło 20, idę do domu się umyć i pogadać z tatą, bo ostatnio zaniedbaliśmy kontakty - rzuciłam i przez przypadek popatrzyłam na płytę Kate z piosenkami One Direction i autografem Nialla - i daj mi to badziewie, zobaczę, czy oni zasługują w ogóle na miano tych "świetnych, utalentowanych chłopaków". Szturchnęła mnie w ramię.
- Bierz, a jutro punkt 9 rano u mnie, bo mam dla Ciebie niespodziankę ! - wrzasnęła mi Kate od ucha.
- Wiesz, że nienawidzę niespodzianek, no ale niech będzie. Także kolorowych Niallów ! - pocałowałam ją w policzek i wyszłam.
- Kolorowych Stylesów! - krzyknęła na odchodnym.
Nie miałam już siły się kłócić, byłam przy samych drzwiach frontowych, lecz to zdanie wypowiedziane przez Kate oburzyło mnie totalnie !
Myśli, że podoba mi się ten cały lovelas z lokami na głowie ? Prychnęłam i weszłam do domu.
Tato już spał, więc cicho weszłam do pokoju i poszłam się kąpać. Po 30 minutach kąpieli wskoczyłam do mojego łóżka przy oknie, na którym stał odtwarzacz DVD, wpięłam słuchawki i włączyłam płytę.
Nie lubiłam takiej muzyki, lecz z upływem czasu coraz bardziej mi się podobała.
Spoliczkowałam się.
Marika, czego tak potwornie się zmieniasz ?
Nie płakałaś od dwóch lat, a nagle teraz zaczynasz płakać.
Wcześniej słuchałaś Kings Of Leon, Green Day i Paramore, a teraz zaczynasz popu.
Wcześniej nigdy nie miałaś marzeń i celów do osiągnięcia, a tu nagle siadasz przy oknie i zaczynasz marzyć.
Postanowiłam zająć się czymś innym niż ocenianie siebie, więc zaczęłam z uwagą przyglądać się okładce płyty, spisowi treści oraz książeczce w środku.
Przeglądając książeczkę zauważyłam na jednej stronie mały napis, lecz o dziwnej treści "Jak mógłbym ominąć bez pożegnania tak piękną dziewczynę", a pod spodem nazwa czyjegoś twittera.
Nagle przypomniały mi się wskazówki Nialla i wszystko złożyło się w mojej głowie w logiczną całość.
- Jezu, nie wierzę ! Wreszcie odkryłam ! - szepnęłam sama do siebie.
Wykręciłam numer Kate, lecz nikt nie odbierał.
Napisałam jej zatem wiadomość o odkrytej zagadce.
Powróciłam z powrotem do słuchania płyty. Podczas słuchania "More Than This" w mojej myśli pojawił się Harry.
No nie, tylko nie on. Żadnej miłości w te wakacje! Obiecałam to sobie i słowa dotrzymam za wszelką cenę!
Wyłączyłam płytę, odłożyłam słuchawki i ułożyłam się do spania.
Harry, Harry, Harry, uśmiech, Harry, loki, Harry.
DOŚĆ! , krzyknęłam w myślach.
Będę zadręczać moją głowę tym sławnym chłopaczkiem gwiazdorzącym na prawo i lewo ?
O nie, nie zmieniłam się aż tak, by pozwalać sobie myśleć o takich lovelasach. Przeiceż po mojej rozmowie gadał z wieloma innymi dziewczynami, o mnie już nawet nie pamięta i zapewne nie chce pamiętać !
Ojj, Marika, nawet nie miałaś świadomości, jak bardzo się myliłaś...
------------------------------------------------------------------------------------
wreszcie jestem, po długiej przerwie. Przepraszam, ale na nic ostatnio nie mam czasu.. Rozdział dłuuugi, i miał wyjść jakiś fajny i ciekawy, a dupa z tego wyszła ;x PROSZĘ MONIŚ, DLA CIEBIE BO CI SIĘ PODOBA <3 i dla Kuldzi na przeprosiny :3
prosiliście mnie o zdjęcia dziewczyn, więc dałam pierwsze lepsze zdjęcia, bo wraz z początkiem pisania tego opowiadania, tak właśnie je sobie wyobraziłam *.*
Marika ;>
Kate ;>
jak ktoś to czyta nich da o sobie znać ! ;3
Ilośćwyświetleń! :3
środa, 25 kwietnia 2012
niedziela, 15 kwietnia 2012
5 ROZDZIAŁ.
- Tak Kate, wiem, że spałaś i Cię obudziłam, ale musisz do mnie przyjść, natychmiast ! - wykrzyczałam.
Po niecałej minucie Kate siedziała już u mnie w pokoju. Wypłakałam się jej, a ona sprawiła, że na mojej twarzy pojawił się wieelki uśmiech.
- Jeny, jesteś przekochana ! - krzyknęłam i padłam w jej ramiona.
- Nie ma sprawy - rzekła - jutro, a raczej dzisiaj, bo jest już po północy, idziemy pobuszować po mieście to od razu Ci się humor poprawi ! I jeszcze potem koncert ! - Kate zadrżały nogi.
- Tylko nie mów, że mam iść tam z Tobą ! Wszystko tylko nie to !
- No dobra, niech będzie... - powiedziała z wahaniem - ale potem masz po mnie przyjść !
- Dobra - zaśmiałam się - ale dzisiaj już śpisz u mnie bejbe !
Byłyśmy padnięte, więc szybko zasnęłyśmy.
* * *
Obudziłam się już o ósmej rano. Kate jeszcze spała. Napisałam z jej komórki do jej mamy, aby nic się nie martwiła i że Kate jest u mnie.
Umyłam się, ubrałam i zaczęłam budzić Kate.
- Kochany śpiochu, już po dziewiątej ! - krzyknęłam do jej ucha.
- Ojj tam... - Kate chciała jeszcze coś powiedzieć, ale usta odmówiły jej posłuszeństwa i zgrabnie się zamknęły.
Pomyślałam zatem o podstępie.
- Bo wiesz, w salonie siedzi jakiś Niall Horan i mówi, że jest z zespołu One Direction, ale chyba go wygonię.. - westchnęłam ze śmiechem.
- Co ?!?! - Kate wyskoczyła z łóżka jak błyskawica - Gdzie ?!?! On ?!?! - poleciała szybko na dół, chyba nawet przewróciła się na schodach.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
Po chwili do pokoju weszła Kate.
- Bardzo śmieszne, nienawidzę Cię ! - krzyknęła.
Zobaczyłam wielkiego siniaka na jej lewym kolanie.
- Ojj, biedactwo, też Cię kocham ! - zaśmiałam się.
- Dobra, idziemy na to miasto ! - Kate zaczęła wyciągać ciuchy do ubrania.
- Ok, zrobię śniadanie, i jakby co, to napisałam Twojej mamie, że jesteś u mnie.
- Dzięki ! Zupełnie wypadło mi to z głowy ! - pocałowała mnie w policzek.
Zbiegłam na dół i zrobiłam naleśniki z syropem klonowym.
- Mmm, pychota ! - Kate siedziała już na krześle i zajadała się pysznym daniem.
Po pół godzinie byłyśmy już w centrum. Chodziłyśmy po sklepach, a Kate z wielkim podekscytowaniem opowiadała mi o Niallu.
- Jeny, dziewczyno, ty wiesz o nim wszystko ! - ze zdumienia otworzyłam szeroko oczy.
- Oczywiście, a dzisiejszy koncert... ahhh... brak mi słów by opisać, jak bardzo jestem szczęśliwa !
- Cieszę się razem z Tobą ! Po koncercie mogę przyjść tam po Ciebie , to jeszcze gdzieś pójdziemy. Chyba, że będziesz flirtować z Niallem ! - powiedziałam, głośno się śmiejąc.
Odpowiedziała mi tym samym.
- Dobra, Mari, powoli będę się szykować na ten koncert. Skończy się pewnie gdzieś o 19, więc czekaj tam gdzieś niedaleko ! - krzyknęła i wbiegła do swojego domu.
I co Ty będziesz robić całe dzisiejsze popołudnie, Mariko Sunpath ? Twoja przyjaciółka właśnie szykuje się na koncert zaspołu, za którym nie przepadasz, a który kończy się o 19, więc masz całe trzy godziny wolne.
Postanowiłam, że sprawdzę mojego facebooka i twittera. Dawno nie wchodziłam.
Na fb czekała mnie niemiła niespodzianka - wiadomość od Oli o treści : " Fuck, policja mnie znalazła. Wiem, że to Twoja sprawka. Nigdy nie byłaś moją przyjaciółką, przyjaźniłam się z Tobą tylko z litości. Spadaj z Paryża i z mojego życia. Nie potrzebuję Cię. "
Po przeczytaniu wiadomości zrobiło mi się trochę przykro, ale przyjaźń z Olką wpędzała mnie w coraz to większe problemy i nie była warta moich chęci.
Odpisałam jej : " Trzeba było od razu powiedzieć, że nie chcesz mojej przyjaźni. Żegnam Cię w spokoju, znalazłam już osobę godną zaufania. "
Wyłączyłam laptopa, zadzwoniłam do mamy, a potem poszłam ogarnąć włosy do łazienki.
Nawet nie wiedziałam, kiedy przyszedł do mnie SMS o przerażającej treści...
* * *
Popatrzyłam na zegarek. ' O mój Boże ! Za minutę dziewiętnasta!' pomyślałam.
Szybko się ogarnęłam i wzięłam komórkę z biurka. Wyszłam na pole i akurat zaczął padać deszcz.
Ale im się koncert udał... A ja wyglądam jak zmokła kura. Trudno. Ide po Kate.
Popatrzyłam na telefon - 1 nieprzeczytana wiadomość - Bartek.
Co on chce ?!
Z wahaniem wcisnęłam przycisk "Pokaż" i wyświetliła mi się wiadomość o treści, której wolałam nie czytać.
"Co Ty sobie dziwko myślałaś ? Olka mi wszystko powiedziała, całą prawdę, spróbuj tu przyjechać, to Cię zniszczę, zabiję Cię. Ale nie będę czekał na Ciebie, może to ty poczekasz tam na mnie. Więc do zobaczenia w najbliższym czasie. Pożegnaj się ze wszystkim."
Nie mogłam uwierzyć w to, co przeczytałam.
Spojrzałam na datę wysłania wiadomości - 16.32. Była 19.15, mógł już wyruszyć.
' O mój Boże ! ' - wyszeptałam z płaczem.
Zaczęłam biec przed siebie, potykając się co chwilę. Wiedziałam, że Bartek przyjedzie. Znałam go aż za dobrze i wiedziałam, do czego jest zdolny.
Byłam cała przemoczona, biegłam przed siebie z opuchniętymi oczami, przez które nic nie widziałam.
Usłyszałam nagle jakąś muzykę, prawdopodobnie One Thing.
Zaczęłam biec w tamtym kierunku z nadzieją, że znajdę tam Kate, i nagle zobaczyłam całą masę fanek.
' Chyba je pogrzało z tą manią ', pomyślałam.
Nie wiedziałam sama, co ja robię w tym tłumie z wyglądem przypominającym mokrą kaczkę - napewno nie znajdę tutaj Kate.
Zaczęłam się przeciskać, lecz nic z tego.
Już się miałam poddać i usiąść na jakimś chodniku z płaczem, gdy wpadłam na pewien pomysł.
Jak znam Kate, ona pewnie wparowała na środek ich sceny, albo stoi za kulisami i na nich czeka, pomyślałam.
Bez namysłu zaczęłam biec w stronę małych drzwi prowadzących na scenę, Pewnie będą zamknięte, ale co mi tam, warto spróbować! - dodawałam sobie otuchy.
Od drzwi dzieliły mnie centymetry, już miałam chwytać za klamkę i je otwierać. Szkoda tylko, że nie wiedziałam., że ktoś lada chwila miał je otworzyć od wewnętrznej strony i wybiec z nich prędko...
----------------------------------------------------------------------
wreszcie jest 5 rozdział ! dziękuję za tych ludzi, którzy dawali mi motywejszyn do pisania tego rozdziału, jak i całego opowiadania! W szczególności podziękuję Monice Styles ;> i ten rozdział dedykuję jej <3! Chcieliście, bym dała zdjęcia Mariki i Kate. Zrobię to następnym razem, mniej więcej wiecie jak wyglądają ;) za miłe komentarze bardzo dziękuję, i myślę, że następny , 6 rozdział uda mi się napisać do piątku ;) TRZYMAJTA SIĘ! :3
Po niecałej minucie Kate siedziała już u mnie w pokoju. Wypłakałam się jej, a ona sprawiła, że na mojej twarzy pojawił się wieelki uśmiech.
- Jeny, jesteś przekochana ! - krzyknęłam i padłam w jej ramiona.
- Nie ma sprawy - rzekła - jutro, a raczej dzisiaj, bo jest już po północy, idziemy pobuszować po mieście to od razu Ci się humor poprawi ! I jeszcze potem koncert ! - Kate zadrżały nogi.
- Tylko nie mów, że mam iść tam z Tobą ! Wszystko tylko nie to !
- No dobra, niech będzie... - powiedziała z wahaniem - ale potem masz po mnie przyjść !
- Dobra - zaśmiałam się - ale dzisiaj już śpisz u mnie bejbe !
Byłyśmy padnięte, więc szybko zasnęłyśmy.
* * *
Obudziłam się już o ósmej rano. Kate jeszcze spała. Napisałam z jej komórki do jej mamy, aby nic się nie martwiła i że Kate jest u mnie.
Umyłam się, ubrałam i zaczęłam budzić Kate.
- Kochany śpiochu, już po dziewiątej ! - krzyknęłam do jej ucha.
- Ojj tam... - Kate chciała jeszcze coś powiedzieć, ale usta odmówiły jej posłuszeństwa i zgrabnie się zamknęły.
Pomyślałam zatem o podstępie.
- Bo wiesz, w salonie siedzi jakiś Niall Horan i mówi, że jest z zespołu One Direction, ale chyba go wygonię.. - westchnęłam ze śmiechem.
- Co ?!?! - Kate wyskoczyła z łóżka jak błyskawica - Gdzie ?!?! On ?!?! - poleciała szybko na dół, chyba nawet przewróciła się na schodach.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
Po chwili do pokoju weszła Kate.
- Bardzo śmieszne, nienawidzę Cię ! - krzyknęła.
Zobaczyłam wielkiego siniaka na jej lewym kolanie.
- Ojj, biedactwo, też Cię kocham ! - zaśmiałam się.
- Dobra, idziemy na to miasto ! - Kate zaczęła wyciągać ciuchy do ubrania.
- Ok, zrobię śniadanie, i jakby co, to napisałam Twojej mamie, że jesteś u mnie.
- Dzięki ! Zupełnie wypadło mi to z głowy ! - pocałowała mnie w policzek.
Zbiegłam na dół i zrobiłam naleśniki z syropem klonowym.
- Mmm, pychota ! - Kate siedziała już na krześle i zajadała się pysznym daniem.
Po pół godzinie byłyśmy już w centrum. Chodziłyśmy po sklepach, a Kate z wielkim podekscytowaniem opowiadała mi o Niallu.
- Jeny, dziewczyno, ty wiesz o nim wszystko ! - ze zdumienia otworzyłam szeroko oczy.
- Oczywiście, a dzisiejszy koncert... ahhh... brak mi słów by opisać, jak bardzo jestem szczęśliwa !
- Cieszę się razem z Tobą ! Po koncercie mogę przyjść tam po Ciebie , to jeszcze gdzieś pójdziemy. Chyba, że będziesz flirtować z Niallem ! - powiedziałam, głośno się śmiejąc.
Odpowiedziała mi tym samym.
- Dobra, Mari, powoli będę się szykować na ten koncert. Skończy się pewnie gdzieś o 19, więc czekaj tam gdzieś niedaleko ! - krzyknęła i wbiegła do swojego domu.
I co Ty będziesz robić całe dzisiejsze popołudnie, Mariko Sunpath ? Twoja przyjaciółka właśnie szykuje się na koncert zaspołu, za którym nie przepadasz, a który kończy się o 19, więc masz całe trzy godziny wolne.
Postanowiłam, że sprawdzę mojego facebooka i twittera. Dawno nie wchodziłam.
Na fb czekała mnie niemiła niespodzianka - wiadomość od Oli o treści : " Fuck, policja mnie znalazła. Wiem, że to Twoja sprawka. Nigdy nie byłaś moją przyjaciółką, przyjaźniłam się z Tobą tylko z litości. Spadaj z Paryża i z mojego życia. Nie potrzebuję Cię. "
Po przeczytaniu wiadomości zrobiło mi się trochę przykro, ale przyjaźń z Olką wpędzała mnie w coraz to większe problemy i nie była warta moich chęci.
Odpisałam jej : " Trzeba było od razu powiedzieć, że nie chcesz mojej przyjaźni. Żegnam Cię w spokoju, znalazłam już osobę godną zaufania. "
Wyłączyłam laptopa, zadzwoniłam do mamy, a potem poszłam ogarnąć włosy do łazienki.
Nawet nie wiedziałam, kiedy przyszedł do mnie SMS o przerażającej treści...
* * *
Popatrzyłam na zegarek. ' O mój Boże ! Za minutę dziewiętnasta!' pomyślałam.
Szybko się ogarnęłam i wzięłam komórkę z biurka. Wyszłam na pole i akurat zaczął padać deszcz.
Ale im się koncert udał... A ja wyglądam jak zmokła kura. Trudno. Ide po Kate.
Popatrzyłam na telefon - 1 nieprzeczytana wiadomość - Bartek.
Co on chce ?!
Z wahaniem wcisnęłam przycisk "Pokaż" i wyświetliła mi się wiadomość o treści, której wolałam nie czytać.
"Co Ty sobie dziwko myślałaś ? Olka mi wszystko powiedziała, całą prawdę, spróbuj tu przyjechać, to Cię zniszczę, zabiję Cię. Ale nie będę czekał na Ciebie, może to ty poczekasz tam na mnie. Więc do zobaczenia w najbliższym czasie. Pożegnaj się ze wszystkim."
Nie mogłam uwierzyć w to, co przeczytałam.
Spojrzałam na datę wysłania wiadomości - 16.32. Była 19.15, mógł już wyruszyć.
' O mój Boże ! ' - wyszeptałam z płaczem.
Zaczęłam biec przed siebie, potykając się co chwilę. Wiedziałam, że Bartek przyjedzie. Znałam go aż za dobrze i wiedziałam, do czego jest zdolny.
Byłam cała przemoczona, biegłam przed siebie z opuchniętymi oczami, przez które nic nie widziałam.
Usłyszałam nagle jakąś muzykę, prawdopodobnie One Thing.
Zaczęłam biec w tamtym kierunku z nadzieją, że znajdę tam Kate, i nagle zobaczyłam całą masę fanek.
' Chyba je pogrzało z tą manią ', pomyślałam.
Nie wiedziałam sama, co ja robię w tym tłumie z wyglądem przypominającym mokrą kaczkę - napewno nie znajdę tutaj Kate.
Zaczęłam się przeciskać, lecz nic z tego.
Już się miałam poddać i usiąść na jakimś chodniku z płaczem, gdy wpadłam na pewien pomysł.
Jak znam Kate, ona pewnie wparowała na środek ich sceny, albo stoi za kulisami i na nich czeka, pomyślałam.
Bez namysłu zaczęłam biec w stronę małych drzwi prowadzących na scenę, Pewnie będą zamknięte, ale co mi tam, warto spróbować! - dodawałam sobie otuchy.
Od drzwi dzieliły mnie centymetry, już miałam chwytać za klamkę i je otwierać. Szkoda tylko, że nie wiedziałam., że ktoś lada chwila miał je otworzyć od wewnętrznej strony i wybiec z nich prędko...
----------------------------------------------------------------------
wreszcie jest 5 rozdział ! dziękuję za tych ludzi, którzy dawali mi motywejszyn do pisania tego rozdziału, jak i całego opowiadania! W szczególności podziękuję Monice Styles ;> i ten rozdział dedykuję jej <3! Chcieliście, bym dała zdjęcia Mariki i Kate. Zrobię to następnym razem, mniej więcej wiecie jak wyglądają ;) za miłe komentarze bardzo dziękuję, i myślę, że następny , 6 rozdział uda mi się napisać do piątku ;) TRZYMAJTA SIĘ! :3
wtorek, 10 kwietnia 2012
4 ROZDZIAŁ.
Wyskoczyłam wystraszona z łóżka i zeszłam za ojcem na dół. W salonie siedziała już wyraźnie zmartwiona Kate.
O co im chodziło ?
- Marika - zaczął podenerwowany ojciec ostrym głosem - wiem, z czym się zmaga młodzież w dzisiejszych czasach. Ale w żadnym wypadku nie spodziewałem się tego po Tobie ! - zaczął naprawdę głośno krzyczeć.
- Tato, możesz mi proszę wyjaśnić, o co Ci chodzi ? - spytałam lekko zdezorientowana.
- Chcesz mnie sprowokować ?! Chciałem dla Ciebie jak najlepiej, a Ty...
- Jak najlepiej ?! - przerwałam mu - To czego rozwiodłeś się z mamą ?! Myślisz, że to było najlepsze rozwiązanie ?!?! - krzyknęłam z płaczem i wybiegłam z salonu.
Poczułam nagle czyjąś dłoń na ramieniu i odwróciłam się.
- Marika kochanie, posłuchaj jeszcze przez chwilę ojca - usłyszałam smutny głos Jenny.
Usiadłam posłusznie w fotelu i popatrzyłam przed siebie.
- Czego jeszcze chcesz ? - rzekłam sucho - Najpierw wrzeszczysz na mnie o coś, o czym nie mam najmniejszego pojęcia, a potem...
- Mam prawo krzyczeć, bo już straciłaś moje zaufanie ! Nie wiesz, o co mi chodzi ? Nie udawaj głupiej ! Dzwoniła do mnie przed chwilą zapłakana mama i żądała wyjaśnień, dlaczego znalazła w Twoim pokoju...... narkotyki ...
Ojciec mówił coś jeszcze, lecz ja po prostu zamarłam. Serce podeszło mi do gardła.
- Że..... że ja ? - tylko tyle był w stanie wydusić mój piskliwy na tą chwilę głos.
Tylko jedna osoba pojawiła się w moich myślach.
Tak, to była Ola, moja Ola.
Przypomniałam sobie nagle przeszłość. Coś, o czym chciałam najmocniej w świecie zapomnieć, lecz niestety, utknęło w małych zakamarkach mojej pamięci.
Brawo Marika, gratulacje, miałaś przyjaciółkę narkomankę.
Obrazy w mojej głowie przesuwały się tak żywo, jakby to było wczoraj.
A minęły od tego może jakieś dwa lata. Teraz mam piętnaście lat, musiałyśmy mieć jakieś trzynaście. Byłyśmy młode i głupie.
Czułam potrzebę powiedzenia o wszystkim ojcu i Jen.
Zaryzykuję, pomyślałam.
- Chodzi o... chodzi o Olę... Ola miała kłopoty rodzinne. Matka zginęła jej w wypadku, ojciec alkoholik, wiesz. Nie miała żadnego bliskiego w rodzinie, by mógł sprawować nad nią opiekę. Miała tylko mnie. Oczywiście byłam z nią i ją wspierałam. Tak bardzo się o nią bałam. Chciałam jej pomóc, lecz zabroniła mi. Powiedziała, że jeśli komuś powiem o jej kłopotach, to się zabije. Przecież nie chciałam tego, więc siedziałam cicho.
W tej chwili pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Obrazy w mojej głowie były nie do zniesienia. Jen i ojciec uważnie mnie słuchali. Ciągnęłam więc dalej.
- Pewnego wieczoru Ola zadzwoniła do mnie, bym przyszła pod paryski most. Mamy akurat nie było w domu, a do mostu miałam niedaleko, więc postanowiłam wyjść. Już z daleka zobaczyłam chudą osóbkę siedzącą na poręczy mostu i wymachującą nogami. Podbiegłam szybko do niej.
- Olka złaź z tej barierki, co Ty najlepszego wyprawiasz ?
Zaśmiała się drwiąco.
- Nikogo już nie mam, to po co mam żyć ? Śmierć jest piękna. Jak chcesz, możesz iść ze mną, tylko złap mnie kochana za rękę
Znowu się zaśmiała i wyciągnęła do mnie drżącą rękę.
Popatrzyłam na nią. Wyglądała okropnie - podkrążone oczy, rozszerzone źrenice, zupełnie inny głos i zachowanie.
Prawie się zakrztusiłam.
- Ola..... Ola...... nie mów mi nawet, że ty wzięłaś..... narkotyki...
- Maruś, zapominam przez to o wszystkich problemach. Może chcesz trochę ? - po czym wyciągnęła małą torebeczkę z proszkiem.
Widząc to świństwo, aż się wzdrygnęłam.
- Olka, jak mogłaś ! Przecież masz mnie ! Nie bierz nigdy więcej tego - to mówiąc, wskazałam kiwnięciem głowy na proszek.
- Mam Ciebie ? Dobrze, więc mam nadzieję, że załatwisz mi następną działkę.
- Nie będę Ci tego załatwiać! Oszalałaś ? Mamy dopiero po trzynaście lat, chcesz się już tak niszczyć ? - zaczęłam płakać.
- Ja tu czekam, Marika - powiedziała - i masz piętnaście minut. Jeśli nie zdążysz, to po mnie nie zostanie już nic ! - uśmiechnęła się ironicznie.
Nie wiedziałam, co robić, zaczęłam panikować.
Zostało mało czasu, zostało mało czasu, powtarzałam w myślach.
Wpadł mi do głowy tylko jeden pomysł - Michael. Mój dawny kolega, który miał styczność z narkotykami. Natychmiast napisałam mu SMS'a, by przyniósł towar pod ten most. Na szczęście był po dziesięciu minutach. Podziękowałam mu i dałam należyte pieniądze, po czym podbiegłam do Olki.
- Masz debilko, ale tylko to ! I nie waż się mieć więcej takich samobójczych myśli ! - krzyknęłam.
Z czasem zaczęło być jeszcze gorzej, Olka nie wyobrażała sobie życia bez narkotyków. Jako przyjaciółka nie mogłam jej w jakikolwiek sposób pomóc. Kazała mi trzymać narkotyki w swoim domu, bo u niej często bywała policja ze względu na ojca alkoholika.
- Przecież ona mogła zginąć ! Czego nam od razu nie powiedziałaś ? Zdawałaś sobie sprawę z tego, w co się pakujesz ?! Miałaś tylko trzynaście lat ! - krzyczał ojciec.
- Wiem - szepnęłam zawstydzona - ale to była moja przyjaciółka, nie mogłam nikomu mówić, nie zdawałam sobie sprawy, że ona mogła tak po prostu zginąć.
- Jezus Maria, moja córka pomagała narkomance. Mam nadzieję, że Ty nie próbowałaś niczego brać !
- Nic tato, przyrzekam Ci.
Mówiłam całkowitą prawdę.
Tato trochę się uspokoił.
- Czyli chcesz nam wytłumaczyć, że to Ola kazała Ci trzymać narkotyki w swoim domu ?!
- Jeśli tylko trzymałam je w domu, zaraz je dawałam Olce ! Lecz tym razem nie mam pojęcia, jak się tam znalazły !
- Dobrze córeczko - westchnął ojciec - dziękuję, że opowiedziałaś nam o tym wszystkim. To naprawdę ciężkie dla Ciebie. Wyjaśnimy tą sprawę z Olą i narkotykami u Ciebie w pokoju - pocałował mnie w czoło.
Jak dobrze że się nie gniewa ! Kamień spadł mi z serca.
Weszłam po schodach na górę. Byłam padnięta. Słyszałam głos taty rozmawiającego z kimśprzez telefon - mama.
Ejj, lecz skąd się wzięły te narkotyki w moim pokoju ?!
Zeszłam z powrotem do salonu. Tato zakończył już rozmowę, więc teraz ja wykręciłam numer do mamy i włączyłam głośnik.
- Halo, Marika ? Kochanie, tato mi wszystko wyjaśnił.
- Cieszę się - uśmiechnęłam się - chcę tylko spytać, czy była ostatnio u nas w domu Ola ?
- Była, była. Mówiła, że pożyczyła od Ciebie jakiś ciuch i chce go oddać.
Ahhh, tak, pomyślałam.
- Dalej nic nie ogarniacie ?! - krzyknęłam równocześnie ojca i mamy - Olka przyszła do mojego pokoju i zostawiła tam narkotyki twierdząc, że idzie oddać pożyczony ciuch ! Wszystko chciała zwalić na mnie, całą sprawę ! To dlatego się nie odzywa !
- Kochanie nie zawracaj sobie tym głowy, zajmiemy się tym. Baw się dobrze tam w Londynie, kocham Cię !
- Też Cię kocham, mamo!
Rozłączyłam się. Tato i Jenny mocno mnie przytulili i powiedzieli, że będzie dobrze.
Poszłam na górę. W głębi serca czułam, że zdradziłam mimo wszystko przyjaciółkę.
Jesteś nienormalna, Marika ! Jesteś idiotką. Nie patrz się w lustro, bo zobaczysz osobę, która nie jest warta niczego i nikogo! Przecież pomagając przyjaciółce, powoli doprowadzałaś do jej śmierci!
Zaczęłam cicho płakać. Teraz tylko moja kochana Kate może mi pomóc.
Biedna Kate, gdyby wiedziała, co zrobiłam, znienawidziłaby mnie. Ale musiałam się jej wypłakać, chodźby teraz, o 2.32 w nocy.
I wykręciłam numer do przyjaciółki.
--------------------------------------------------------------------------------------
Jest oczekiwany rozdział. Wybaczcie, że taki nudny i głupi, ale zależało mi na rozwinięciu tego wątku, następny rozdział będzie fajniejszy, obiecuję, i napiszę go tylko jak będę miała troszkę czasu :3
nie wiem czy pisać to opowiadanie, ale moje ohydne wypociny czytają 3 osoby, jejejejejje, więc mam motywejszyn. Dziękuję wam jeszcze raz!!!
Tokee.
O co im chodziło ?
- Marika - zaczął podenerwowany ojciec ostrym głosem - wiem, z czym się zmaga młodzież w dzisiejszych czasach. Ale w żadnym wypadku nie spodziewałem się tego po Tobie ! - zaczął naprawdę głośno krzyczeć.
- Tato, możesz mi proszę wyjaśnić, o co Ci chodzi ? - spytałam lekko zdezorientowana.
- Chcesz mnie sprowokować ?! Chciałem dla Ciebie jak najlepiej, a Ty...
- Jak najlepiej ?! - przerwałam mu - To czego rozwiodłeś się z mamą ?! Myślisz, że to było najlepsze rozwiązanie ?!?! - krzyknęłam z płaczem i wybiegłam z salonu.
Poczułam nagle czyjąś dłoń na ramieniu i odwróciłam się.
- Marika kochanie, posłuchaj jeszcze przez chwilę ojca - usłyszałam smutny głos Jenny.
Usiadłam posłusznie w fotelu i popatrzyłam przed siebie.
- Czego jeszcze chcesz ? - rzekłam sucho - Najpierw wrzeszczysz na mnie o coś, o czym nie mam najmniejszego pojęcia, a potem...
- Mam prawo krzyczeć, bo już straciłaś moje zaufanie ! Nie wiesz, o co mi chodzi ? Nie udawaj głupiej ! Dzwoniła do mnie przed chwilą zapłakana mama i żądała wyjaśnień, dlaczego znalazła w Twoim pokoju...... narkotyki ...
Ojciec mówił coś jeszcze, lecz ja po prostu zamarłam. Serce podeszło mi do gardła.
- Że..... że ja ? - tylko tyle był w stanie wydusić mój piskliwy na tą chwilę głos.
Tylko jedna osoba pojawiła się w moich myślach.
Tak, to była Ola, moja Ola.
Przypomniałam sobie nagle przeszłość. Coś, o czym chciałam najmocniej w świecie zapomnieć, lecz niestety, utknęło w małych zakamarkach mojej pamięci.
Brawo Marika, gratulacje, miałaś przyjaciółkę narkomankę.
Obrazy w mojej głowie przesuwały się tak żywo, jakby to było wczoraj.
A minęły od tego może jakieś dwa lata. Teraz mam piętnaście lat, musiałyśmy mieć jakieś trzynaście. Byłyśmy młode i głupie.
Czułam potrzebę powiedzenia o wszystkim ojcu i Jen.
Zaryzykuję, pomyślałam.
- Chodzi o... chodzi o Olę... Ola miała kłopoty rodzinne. Matka zginęła jej w wypadku, ojciec alkoholik, wiesz. Nie miała żadnego bliskiego w rodzinie, by mógł sprawować nad nią opiekę. Miała tylko mnie. Oczywiście byłam z nią i ją wspierałam. Tak bardzo się o nią bałam. Chciałam jej pomóc, lecz zabroniła mi. Powiedziała, że jeśli komuś powiem o jej kłopotach, to się zabije. Przecież nie chciałam tego, więc siedziałam cicho.
W tej chwili pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Obrazy w mojej głowie były nie do zniesienia. Jen i ojciec uważnie mnie słuchali. Ciągnęłam więc dalej.
- Pewnego wieczoru Ola zadzwoniła do mnie, bym przyszła pod paryski most. Mamy akurat nie było w domu, a do mostu miałam niedaleko, więc postanowiłam wyjść. Już z daleka zobaczyłam chudą osóbkę siedzącą na poręczy mostu i wymachującą nogami. Podbiegłam szybko do niej.
- Olka złaź z tej barierki, co Ty najlepszego wyprawiasz ?
Zaśmiała się drwiąco.
- Nikogo już nie mam, to po co mam żyć ? Śmierć jest piękna. Jak chcesz, możesz iść ze mną, tylko złap mnie kochana za rękę
Znowu się zaśmiała i wyciągnęła do mnie drżącą rękę.
Popatrzyłam na nią. Wyglądała okropnie - podkrążone oczy, rozszerzone źrenice, zupełnie inny głos i zachowanie.
Prawie się zakrztusiłam.
- Ola..... Ola...... nie mów mi nawet, że ty wzięłaś..... narkotyki...
- Maruś, zapominam przez to o wszystkich problemach. Może chcesz trochę ? - po czym wyciągnęła małą torebeczkę z proszkiem.
Widząc to świństwo, aż się wzdrygnęłam.
- Olka, jak mogłaś ! Przecież masz mnie ! Nie bierz nigdy więcej tego - to mówiąc, wskazałam kiwnięciem głowy na proszek.
- Mam Ciebie ? Dobrze, więc mam nadzieję, że załatwisz mi następną działkę.
- Nie będę Ci tego załatwiać! Oszalałaś ? Mamy dopiero po trzynaście lat, chcesz się już tak niszczyć ? - zaczęłam płakać.
- Ja tu czekam, Marika - powiedziała - i masz piętnaście minut. Jeśli nie zdążysz, to po mnie nie zostanie już nic ! - uśmiechnęła się ironicznie.
Nie wiedziałam, co robić, zaczęłam panikować.
Zostało mało czasu, zostało mało czasu, powtarzałam w myślach.
Wpadł mi do głowy tylko jeden pomysł - Michael. Mój dawny kolega, który miał styczność z narkotykami. Natychmiast napisałam mu SMS'a, by przyniósł towar pod ten most. Na szczęście był po dziesięciu minutach. Podziękowałam mu i dałam należyte pieniądze, po czym podbiegłam do Olki.
- Masz debilko, ale tylko to ! I nie waż się mieć więcej takich samobójczych myśli ! - krzyknęłam.
Z czasem zaczęło być jeszcze gorzej, Olka nie wyobrażała sobie życia bez narkotyków. Jako przyjaciółka nie mogłam jej w jakikolwiek sposób pomóc. Kazała mi trzymać narkotyki w swoim domu, bo u niej często bywała policja ze względu na ojca alkoholika.
- Przecież ona mogła zginąć ! Czego nam od razu nie powiedziałaś ? Zdawałaś sobie sprawę z tego, w co się pakujesz ?! Miałaś tylko trzynaście lat ! - krzyczał ojciec.
- Wiem - szepnęłam zawstydzona - ale to była moja przyjaciółka, nie mogłam nikomu mówić, nie zdawałam sobie sprawy, że ona mogła tak po prostu zginąć.
- Jezus Maria, moja córka pomagała narkomance. Mam nadzieję, że Ty nie próbowałaś niczego brać !
- Nic tato, przyrzekam Ci.
Mówiłam całkowitą prawdę.
Tato trochę się uspokoił.
- Czyli chcesz nam wytłumaczyć, że to Ola kazała Ci trzymać narkotyki w swoim domu ?!
- Jeśli tylko trzymałam je w domu, zaraz je dawałam Olce ! Lecz tym razem nie mam pojęcia, jak się tam znalazły !
- Dobrze córeczko - westchnął ojciec - dziękuję, że opowiedziałaś nam o tym wszystkim. To naprawdę ciężkie dla Ciebie. Wyjaśnimy tą sprawę z Olą i narkotykami u Ciebie w pokoju - pocałował mnie w czoło.
Jak dobrze że się nie gniewa ! Kamień spadł mi z serca.
Weszłam po schodach na górę. Byłam padnięta. Słyszałam głos taty rozmawiającego z kimśprzez telefon - mama.
Ejj, lecz skąd się wzięły te narkotyki w moim pokoju ?!
Zeszłam z powrotem do salonu. Tato zakończył już rozmowę, więc teraz ja wykręciłam numer do mamy i włączyłam głośnik.
- Halo, Marika ? Kochanie, tato mi wszystko wyjaśnił.
- Cieszę się - uśmiechnęłam się - chcę tylko spytać, czy była ostatnio u nas w domu Ola ?
- Była, była. Mówiła, że pożyczyła od Ciebie jakiś ciuch i chce go oddać.
Ahhh, tak, pomyślałam.
- Dalej nic nie ogarniacie ?! - krzyknęłam równocześnie ojca i mamy - Olka przyszła do mojego pokoju i zostawiła tam narkotyki twierdząc, że idzie oddać pożyczony ciuch ! Wszystko chciała zwalić na mnie, całą sprawę ! To dlatego się nie odzywa !
- Kochanie nie zawracaj sobie tym głowy, zajmiemy się tym. Baw się dobrze tam w Londynie, kocham Cię !
- Też Cię kocham, mamo!
Rozłączyłam się. Tato i Jenny mocno mnie przytulili i powiedzieli, że będzie dobrze.
Poszłam na górę. W głębi serca czułam, że zdradziłam mimo wszystko przyjaciółkę.
Jesteś nienormalna, Marika ! Jesteś idiotką. Nie patrz się w lustro, bo zobaczysz osobę, która nie jest warta niczego i nikogo! Przecież pomagając przyjaciółce, powoli doprowadzałaś do jej śmierci!
Zaczęłam cicho płakać. Teraz tylko moja kochana Kate może mi pomóc.
Biedna Kate, gdyby wiedziała, co zrobiłam, znienawidziłaby mnie. Ale musiałam się jej wypłakać, chodźby teraz, o 2.32 w nocy.
I wykręciłam numer do przyjaciółki.
--------------------------------------------------------------------------------------
Jest oczekiwany rozdział. Wybaczcie, że taki nudny i głupi, ale zależało mi na rozwinięciu tego wątku, następny rozdział będzie fajniejszy, obiecuję, i napiszę go tylko jak będę miała troszkę czasu :3
nie wiem czy pisać to opowiadanie, ale moje ohydne wypociny czytają 3 osoby, jejejejejje, więc mam motywejszyn. Dziękuję wam jeszcze raz!!!
Tokee.
sobota, 7 kwietnia 2012
3 ROZDZIAŁ.
Była 12 w południe. Obudziłam się i ubrałam. Miałam jakiś pozytywny nastrój. Zadzwoniłam do Kate.
- Głupku, za 10 minut widzę Cię u mnie! - wrzasnęłam do słuchawki.
- Dobra. Ale obiecaj mi, że dzisiaj do wieczora łazimy po mieście! - pisnęła.
Po rozmowie spojrzałam w lustro.
Tak, cześć Marika. Posiadaczko tego durnego imienia. Czego Ci się tak ten ryj szczerzy ? Czyżby spodobał Ci się Londyn ? A może to sprawka Kate ?
Rzeczywiście się uśmiechałam. Coś jeszcze się zmieniło ? Jak na razie to nie zmieniłam mojego realistycznego podejścia do świata. Ale w ciągu tych dwóch miesięcy wszystko się może zmienić...
Z moich rozmyślań na ziemię sprowadziła mnie Kate.
- Witaj Mari ! Wyspałaś się, widzę ? - powiedziała głośno z wyszczerzonymi zębami - dzwoniłam wcześniej do Ciebie, ale Twój tato powiedział, że smacznie chrapiesz w łóżeczku, więc nie miałabym serca budzić tak poczciwej istotki - była widocznie w dobrym humorze.
- Ojj, Ty głupku - walnęłam ją w ramię.
Weszłyśmy do mojego salonu i włączyłyśmy MTV. Poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia. Nagle Kate zaczęła krzyczeć i skakać po fotelach.
- Kate, uspokój się debilu ! - zaśmiałam się.
- Ale patrz! Leci właśnie "One Thing" zespołu One Direction! - wrzasnęła.
Przyszłam do salonu i położyłam jedzenie na stoliku.
- Nawet mi nie mów, że się nimi jarasz - mruknęłam.
- No pewnie, w Londynie jest istny szał ! Oni nawet tu mieszkają ! Jakoś nigdy nie miałam okazji ich spotkać, ale może się to zmieni ! A Ty ? Nie mów mi proszę, że ich nie lubisz ! Patrz, jakie ciacha ! A Niall ? Sądzę, że jest najładniejszy i najbardziej słodki ! - wrzeszczała podniecona Kate.
Świetnie Marika. Twoją przyjaciółką jest istna marzycielka, a w dodatku szaleńcza fanka zakochana w jakimś tam Niallu.
Popatrzyłam na nią żałośnie. Zrobiło jej się smutno. Żeby ją jakoś rozweselić, zaczęłam ze śmiechem mówić :
- Kate, w sumie pasujecie do siebie z Niallem. Obaj śliczni - zaśmiałam się, a ona razem ze mną.
Lecz, szczerze, Kate naprawdę pasowała do tego blondyna. Miała proste, czarne, długie włosy i grzywkę lekko opadającą na bok. Była wiecznie roześmiana, więc w policzkach często pojawiały się dołeczki. Kate była śliczna, nie to co ja, odstraszałam chłopaków jak mysz kościelna, a Bartek był ze mną tylko dla szpanu. Nie dbał o mnie, o NAS. Ehh...
- Ty za to strasznie pasujesz do Harrego. Wyobrażam was sobie razem, ahhh! Piękny loczek i piękna dziewczyna! - usłyszałam głos Kate.
Teledysk już dawno się skończył, ale tego Harrego ogarniałam, w końcu u moich znajomych w pokojach cały czas widziałam plakaty z napisem : HARRY STYLES. Nie jarałam się nim. Nie jarałam się nimi ! Ale nie chciałam w jakikolwiek sposób zranić Kate, która przecież tak bardzo ich kochała, więc wypaliłam tylko :
- Przestań ! Przecież dobrze wiem, że go nigdy nie spotkam hahaha !
- Ty chyba nigdy nie staniesz się tą marzycielką. Trudno, czeka mnie samotny los bez marzeń ! - oburzona udała smutną minkę.
- Oj Kate, Kate, nie smutaj, tylko ubieraj buty, kto ostatni wyjdzie z domu, ten stawia Colę !
Ruszyłyśmy w stronę drzwi.
Po pół godzinie byłyśmy w centrum. Nagle Kate podbiegła do wielkiej tablicy ogłoszeniowej i zaczęła piszczeć. Udałam się za nią.
- Maruś, patrz ! Wreszcie w Londynie ! I to w wesołym miasteczku ! Jutro ! Musimy tam być !
O co jej chodziło ? pomyślałam.
Podeszłam bliżej i ujrzałam wielki kolorowy plakat, a na nim "ONE DIRECTION TOUR". Jezus Maria.
- Kate, wybacz najmocniej, ale nigdzie z Tobą nie idę - powiedziałam spokojnie.
- Ale, Mari, proszę Cię, to moje najwi...
- Tak, Twoje największe marzenie, wiem - przerwałam jej - jednak wolałabym zostać w domu i posłuchać moich kochanych starych piosenek.
- Nie da się Ciebie rozkminić - westchnęła - jednak nie będziesz miała nic przeciwko, gdybym tam poszła ? - pokazała minę kota ze Shreka.
- Oczywiście, że nie, odprowadzę Cię nawet, żebyś nie straciła główki dla tego blondynka, jak mu tam było ?
- Nialla - uśmiechnęła się.
- Właśnie - wybuchłyśmy śmiechem.
Pobiegłyśmy w stronę wesołego miasteczka. Po zaliczeniu wielu atrakcji, usiadłyśmy na ławce w pobliskim parku. Byłam wykończona, lecz z Kate mogłam siedzieć i tak gadać nawet przez dwie następne doby. Była zupełnie inna. To nic, że była zakręconą marzycielką pragnącą pojechać do Paryża oraz zakochaną po uszy w tym całym Niallu. Czułam, że jest dla mnie kimś bliskim.
Nigdy nie przywiązywałam się zbytnio do ludzi, nawet z Olką nie byłam jakoś tam strasznie blisko.
Teraz czułam, że to początek czegoś nowego w moim życiu. Wcześniej nikomu nie ufałam, bałam się, a teraz chciałam wpaść w objęcia mojej towarzyszki i wypłakać się.
Marika, debilu, znasz tą dziewczynę dopiero dwa dni ! Skąd wiesz, jaka jest ?
Westchnęłam i popatrzyłam na Kate.
Tak, znam ją dopiero dwa dni, owszem, lecz w ciągu tych dwóch dni związałam się z nią. Wiedziałam, a raczej byłam pewna, że nie zrobiłaby mi krzywdy.
- Kate, wiesz, znamy się bardzo krótko i ... - zaczęłam.
- Tak, Mari, chciałam o tym porozmawiać. Po prostu Ci to powiem. Wiesz, jaka jestem, miewam straszne przywiązanie do ludzi i... - powiedziała - ...i po prostu nie wyobrażam sobie, żebyśmy kiedyś straciły kontakt.
- Ja to samo Kate, boję się tylko ponownie zaufać, bo miałam kiedyś taką sytuację z pewną osobą. Wiem, że nie zrobiłabyś mi żadnej okropnej rzeczy. Ale wiemy o sobie zdecydowanie za mało. Trzeba to zmienić ! - uśmiechnęłam się tajemniczo.
I tak przegadałyśmy całe pięć godzin o problemach, sekretach, szkole, i nawet się nie spostrzegłyśmy kiedy była godzina 21.
- Tato napewno się o mnie martwi. Dziękuję Ci bardzo za wszystko ! Jesteś najcudowniejszym człowiekiem na świecie ! - krzyknęłam i rzuciłam się jej w ramiona.
- Głupku, chyba Ty ! Widzimy się jutro rano !
Pobiegłyśmy do domów.
Szybko się wymyłam, ubrałam w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Po rozmowie z Kate ulżyło mi. Kochałam tą osobę za wszystko, a znałam ją tak krótko. Nikt mnie tak jeszcze nie pocieszył w związku z rozwodem moich rodziców, rozstaniem z Bartkiem czy kłótnią z Olą. Powiedziałam jej jeszcze więcej rzeczy, o których nie wiedziała nawet Ola czy mój pamiętnik.
Zasnęłam z uśmiechem na ustach.
Moja radość nie trwała jednak długo, bo po chwili do pokoju wszedł zdenerwowany ojciec :
- Marika, wstawaj natychmiast z łóżka. Musimy sobie coś wyjaśnić.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
tak, jestem jestem, rozdział następny postaram się dodać w poniedziałek, bo jutro prawdopodobnie nie będzie mnie w domu, lecz jutro zajmę się pisaniem, pisaniem i jeszcze raz pisaniem :)
Rozdział bardz nudny, chłopaki będą już zaniedługo, lecz chciałam nawiązać do relacji obu dziewczyn i więzi, jaka ich połączyła.
Nie wiem jednak czy pisać, dalej, czy ktoś to w ogóle czyta, więc jeśli komuś się spodobało, to z chęcią przeczytam jakieś pozytywne komentarze, co nie znaczy, że nie możecie pisać negatywów. piszcie po prostu co myślicie. Dziękuję ;)
- Głupku, za 10 minut widzę Cię u mnie! - wrzasnęłam do słuchawki.
- Dobra. Ale obiecaj mi, że dzisiaj do wieczora łazimy po mieście! - pisnęła.
Po rozmowie spojrzałam w lustro.
Tak, cześć Marika. Posiadaczko tego durnego imienia. Czego Ci się tak ten ryj szczerzy ? Czyżby spodobał Ci się Londyn ? A może to sprawka Kate ?
Rzeczywiście się uśmiechałam. Coś jeszcze się zmieniło ? Jak na razie to nie zmieniłam mojego realistycznego podejścia do świata. Ale w ciągu tych dwóch miesięcy wszystko się może zmienić...
Z moich rozmyślań na ziemię sprowadziła mnie Kate.
- Witaj Mari ! Wyspałaś się, widzę ? - powiedziała głośno z wyszczerzonymi zębami - dzwoniłam wcześniej do Ciebie, ale Twój tato powiedział, że smacznie chrapiesz w łóżeczku, więc nie miałabym serca budzić tak poczciwej istotki - była widocznie w dobrym humorze.
- Ojj, Ty głupku - walnęłam ją w ramię.
Weszłyśmy do mojego salonu i włączyłyśmy MTV. Poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia. Nagle Kate zaczęła krzyczeć i skakać po fotelach.
- Kate, uspokój się debilu ! - zaśmiałam się.
- Ale patrz! Leci właśnie "One Thing" zespołu One Direction! - wrzasnęła.
Przyszłam do salonu i położyłam jedzenie na stoliku.
- Nawet mi nie mów, że się nimi jarasz - mruknęłam.
- No pewnie, w Londynie jest istny szał ! Oni nawet tu mieszkają ! Jakoś nigdy nie miałam okazji ich spotkać, ale może się to zmieni ! A Ty ? Nie mów mi proszę, że ich nie lubisz ! Patrz, jakie ciacha ! A Niall ? Sądzę, że jest najładniejszy i najbardziej słodki ! - wrzeszczała podniecona Kate.
Świetnie Marika. Twoją przyjaciółką jest istna marzycielka, a w dodatku szaleńcza fanka zakochana w jakimś tam Niallu.
Popatrzyłam na nią żałośnie. Zrobiło jej się smutno. Żeby ją jakoś rozweselić, zaczęłam ze śmiechem mówić :
- Kate, w sumie pasujecie do siebie z Niallem. Obaj śliczni - zaśmiałam się, a ona razem ze mną.
Lecz, szczerze, Kate naprawdę pasowała do tego blondyna. Miała proste, czarne, długie włosy i grzywkę lekko opadającą na bok. Była wiecznie roześmiana, więc w policzkach często pojawiały się dołeczki. Kate była śliczna, nie to co ja, odstraszałam chłopaków jak mysz kościelna, a Bartek był ze mną tylko dla szpanu. Nie dbał o mnie, o NAS. Ehh...
- Ty za to strasznie pasujesz do Harrego. Wyobrażam was sobie razem, ahhh! Piękny loczek i piękna dziewczyna! - usłyszałam głos Kate.
Teledysk już dawno się skończył, ale tego Harrego ogarniałam, w końcu u moich znajomych w pokojach cały czas widziałam plakaty z napisem : HARRY STYLES. Nie jarałam się nim. Nie jarałam się nimi ! Ale nie chciałam w jakikolwiek sposób zranić Kate, która przecież tak bardzo ich kochała, więc wypaliłam tylko :
- Przestań ! Przecież dobrze wiem, że go nigdy nie spotkam hahaha !
- Ty chyba nigdy nie staniesz się tą marzycielką. Trudno, czeka mnie samotny los bez marzeń ! - oburzona udała smutną minkę.
- Oj Kate, Kate, nie smutaj, tylko ubieraj buty, kto ostatni wyjdzie z domu, ten stawia Colę !
Ruszyłyśmy w stronę drzwi.
Po pół godzinie byłyśmy w centrum. Nagle Kate podbiegła do wielkiej tablicy ogłoszeniowej i zaczęła piszczeć. Udałam się za nią.
- Maruś, patrz ! Wreszcie w Londynie ! I to w wesołym miasteczku ! Jutro ! Musimy tam być !
O co jej chodziło ? pomyślałam.
Podeszłam bliżej i ujrzałam wielki kolorowy plakat, a na nim "ONE DIRECTION TOUR". Jezus Maria.
- Kate, wybacz najmocniej, ale nigdzie z Tobą nie idę - powiedziałam spokojnie.
- Ale, Mari, proszę Cię, to moje najwi...
- Tak, Twoje największe marzenie, wiem - przerwałam jej - jednak wolałabym zostać w domu i posłuchać moich kochanych starych piosenek.
- Nie da się Ciebie rozkminić - westchnęła - jednak nie będziesz miała nic przeciwko, gdybym tam poszła ? - pokazała minę kota ze Shreka.
- Oczywiście, że nie, odprowadzę Cię nawet, żebyś nie straciła główki dla tego blondynka, jak mu tam było ?
- Nialla - uśmiechnęła się.
- Właśnie - wybuchłyśmy śmiechem.
Pobiegłyśmy w stronę wesołego miasteczka. Po zaliczeniu wielu atrakcji, usiadłyśmy na ławce w pobliskim parku. Byłam wykończona, lecz z Kate mogłam siedzieć i tak gadać nawet przez dwie następne doby. Była zupełnie inna. To nic, że była zakręconą marzycielką pragnącą pojechać do Paryża oraz zakochaną po uszy w tym całym Niallu. Czułam, że jest dla mnie kimś bliskim.
Nigdy nie przywiązywałam się zbytnio do ludzi, nawet z Olką nie byłam jakoś tam strasznie blisko.
Teraz czułam, że to początek czegoś nowego w moim życiu. Wcześniej nikomu nie ufałam, bałam się, a teraz chciałam wpaść w objęcia mojej towarzyszki i wypłakać się.
Marika, debilu, znasz tą dziewczynę dopiero dwa dni ! Skąd wiesz, jaka jest ?
Westchnęłam i popatrzyłam na Kate.
Tak, znam ją dopiero dwa dni, owszem, lecz w ciągu tych dwóch dni związałam się z nią. Wiedziałam, a raczej byłam pewna, że nie zrobiłaby mi krzywdy.
- Kate, wiesz, znamy się bardzo krótko i ... - zaczęłam.
- Tak, Mari, chciałam o tym porozmawiać. Po prostu Ci to powiem. Wiesz, jaka jestem, miewam straszne przywiązanie do ludzi i... - powiedziała - ...i po prostu nie wyobrażam sobie, żebyśmy kiedyś straciły kontakt.
- Ja to samo Kate, boję się tylko ponownie zaufać, bo miałam kiedyś taką sytuację z pewną osobą. Wiem, że nie zrobiłabyś mi żadnej okropnej rzeczy. Ale wiemy o sobie zdecydowanie za mało. Trzeba to zmienić ! - uśmiechnęłam się tajemniczo.
I tak przegadałyśmy całe pięć godzin o problemach, sekretach, szkole, i nawet się nie spostrzegłyśmy kiedy była godzina 21.
- Tato napewno się o mnie martwi. Dziękuję Ci bardzo za wszystko ! Jesteś najcudowniejszym człowiekiem na świecie ! - krzyknęłam i rzuciłam się jej w ramiona.
- Głupku, chyba Ty ! Widzimy się jutro rano !
Pobiegłyśmy do domów.
Szybko się wymyłam, ubrałam w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Po rozmowie z Kate ulżyło mi. Kochałam tą osobę za wszystko, a znałam ją tak krótko. Nikt mnie tak jeszcze nie pocieszył w związku z rozwodem moich rodziców, rozstaniem z Bartkiem czy kłótnią z Olą. Powiedziałam jej jeszcze więcej rzeczy, o których nie wiedziała nawet Ola czy mój pamiętnik.
Zasnęłam z uśmiechem na ustach.
Moja radość nie trwała jednak długo, bo po chwili do pokoju wszedł zdenerwowany ojciec :
- Marika, wstawaj natychmiast z łóżka. Musimy sobie coś wyjaśnić.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
tak, jestem jestem, rozdział następny postaram się dodać w poniedziałek, bo jutro prawdopodobnie nie będzie mnie w domu, lecz jutro zajmę się pisaniem, pisaniem i jeszcze raz pisaniem :)
Rozdział bardz nudny, chłopaki będą już zaniedługo, lecz chciałam nawiązać do relacji obu dziewczyn i więzi, jaka ich połączyła.
Nie wiem jednak czy pisać, dalej, czy ktoś to w ogóle czyta, więc jeśli komuś się spodobało, to z chęcią przeczytam jakieś pozytywne komentarze, co nie znaczy, że nie możecie pisać negatywów. piszcie po prostu co myślicie. Dziękuję ;)
piątek, 6 kwietnia 2012
2 ROZDZIAŁ.
- Pobudka! Jesteśmy już na miejscu - powiedziała do mnie stewardessa.
Otworzyłam zaspane oczy. Rzeczywiście, byłam już w Londynie. Już z daleka rzucał mi się w oczy głupi Big Ben, głupie London Eye i głupie kamieniczki.
Tak, jestem gotowa spędzić najgorsze wakacje mojego życia.
Wysiadłam z samolotu, zabrałam walizki i poszłam przed siebie.
- Hola hola, młoda damo, kogo my tu mamy ? - usłyszałam za sobą.
- Tato! Stęskniłam się, bardzo. I nie wiedziałam, że masz kogoś - to mówiąc spojrzałam na kobietę u boku mojego taty. Uśmiechnęła się do mnie zachęcająco.
Odwzajemniłam uśmiech, lecz w sercu czułam co innego. Nie, nie czułam nienawiści do niej, nie do mojego ojca, lecz do siebie samej. Jak mogłam dopuścić do ich rozwodu ?
- Pora obiadu. Lepiej, jakbyśmy poszli już do domu - powiedziała dziewczyna - tak w ogóle jestem Jenny, mów do mnie Jen.
Po skończonym obiedzie postanowiłam się przespacerować po mieście. Ale potrzebowałam się ogarnąć po podróży. Założyłam pierwsze lepsze ciuchy i conversy i popatrzyłam w lustro. Moje długie, brązowe włosy układały się w niesforne loki. Zapomniałam się pomalować przed wyjazdem, ale przynajmniej wyglądałam naturalnie.Nie prostowałam włosów, w jakim celu miałąbym się tak stroić ?
Wyszłam z domu i zauważyłam sympatycznie wyglądającą dziewczynę zmierzającą w moim kierunku.
- Cześć! Jesteś tu nowa, tak ? - spytała z uśmiechem.
Nie chciałam, by wszyscy w Londynie rozmawiali o mnie. Skąd ona już o tym wiedziała ? Że jestem nowa ?
- Nie, niezupełnie, tak tylko do taty przyjechałam... i takie tam... - odpowiedziałam szybko. Lecz domyślałam się jej odpowiedzi, i niestety, miałam rację co do tego.
- Co? Cały Londyn o Tobie gada, dziewczyno! Cieszę się, że mogę Cię poznać. Tak w ogóle to jestem Kate. Kate nerth.
- Marika Sunpath.
- Jesteś z Paryża ? Ale masz fajnie! Ile bym dała, żeby tam mieszkać! - Kate zaczęła marzyć, przymykając oczy.
Cholera, skąd ona wiedziała, że przyjechałam z Paryża ? Wolałam w to nie wnikać.
- Nie wiem co w tym takiego fajnego. Miasto jak każde inne - stwierdziłam - Pozatym już widzę po Tobie, że będę miała do czynienia z niezłą romantyczką!
Zaczęłam się śmiać. Kate dołączyła do mnie, po czym zaczęłyśmy iść w stronę centrum. Bardzo fajnie się z nią rozmawiało. Czułam taką swobodę bycia sobą, miałyśmy mnóstwo tematów. Zupełnie inaczej niż moje znajome, a także moja Ola. Dzwoniłyśmy do siebie codziennie, a teraz nawet nie wiem, co się z nią dzieje. Zmieniła numer, nie odpisuje na facebooku. Byłyśmy ze sobą bardzo blisko, ale z Kate czułam się o niebo lepiej.
- Marika. Marika! Co się tak zamyśliłaś ? - zaczęła wołać Kate.
- Nie, nic. Po prostu cieszę się, że się poznałyśmy. Czułam, że to będą moje najgorsze wakacje. Ale może dzięki Tobie się to zmieni - uśmiechnęłam się.
- Ja myślę to samo. Znam Cię od dzisiaj, a czuję, jakbyśmy się przyjaźniły od zawsze. I oczywiście, te wakacje będą cudowne, bo będziemy razem! - krzyknęła Kate.
Nawet nie wiedziałam, kiedy doszłyśmy do mojego domu.
- Kate, przecież powinnam Cię odprowadzić.
- Ale ja tu mieszkam! Tak, obok Ciebie!
Zaczęłyśmy krzyczeć jak szalone, pożegnałyśmy się i poszłyśmy do swoich domów.
Była 10 wieczorem. Umyłam się, wskoczyłam do łóżka i zaczęłam pisać w pamiętniku. Podobno każda romantyczka czy wrażliwa osoba miała pamiętnik. Nieprawda. Nie byłam romantyczką. Szłam do przodu żyjąc tym, co przyniesie dzień. Zupełne przeciwieństwo Kate. Ona była straszną romantyczką, wierzyła w magię miłości, przyjaźni, w wieczną młodość. W sumie to śmiałam się z niej. Lecz bardzo dobrze zapamiętałam jej słowa : "Maruś, marzenia to najlepsza rzecz na świecie! Nie wiem, jak możesz nie mieć marzeń, perspektywy życia. Życie marzeniami i wieczną młodością to magia! I zobaczysz, zmienisz się. Mamy na to całe 2 miesiące! "
Zastanawiałam się nad jej słowami. Czy to takie fajne ? A może rzeczywiście powinnam się zmienić ? Może tak będzie lepiej ? W sumie, z perspektywy Kate, nie jest to takie złe. Może te wakacje nie będą najgorszymi ? OBY...
_____________________________________________________________________________
nie wiem sama czy pisać dalej czy nie, chociaż nie powiem, dużo będzie się tutaj działo. piszcie czy Wam się podoba, bo dla was to minuta, a ja piszę rozdział czasem całą noc. Napisałam już kolejny, dodam jutro, jak będzie kiedy ;)
xoxo
Otworzyłam zaspane oczy. Rzeczywiście, byłam już w Londynie. Już z daleka rzucał mi się w oczy głupi Big Ben, głupie London Eye i głupie kamieniczki.
Tak, jestem gotowa spędzić najgorsze wakacje mojego życia.
Wysiadłam z samolotu, zabrałam walizki i poszłam przed siebie.
- Hola hola, młoda damo, kogo my tu mamy ? - usłyszałam za sobą.
- Tato! Stęskniłam się, bardzo. I nie wiedziałam, że masz kogoś - to mówiąc spojrzałam na kobietę u boku mojego taty. Uśmiechnęła się do mnie zachęcająco.
Odwzajemniłam uśmiech, lecz w sercu czułam co innego. Nie, nie czułam nienawiści do niej, nie do mojego ojca, lecz do siebie samej. Jak mogłam dopuścić do ich rozwodu ?
- Pora obiadu. Lepiej, jakbyśmy poszli już do domu - powiedziała dziewczyna - tak w ogóle jestem Jenny, mów do mnie Jen.
Po skończonym obiedzie postanowiłam się przespacerować po mieście. Ale potrzebowałam się ogarnąć po podróży. Założyłam pierwsze lepsze ciuchy i conversy i popatrzyłam w lustro. Moje długie, brązowe włosy układały się w niesforne loki. Zapomniałam się pomalować przed wyjazdem, ale przynajmniej wyglądałam naturalnie.Nie prostowałam włosów, w jakim celu miałąbym się tak stroić ?
Wyszłam z domu i zauważyłam sympatycznie wyglądającą dziewczynę zmierzającą w moim kierunku.
- Cześć! Jesteś tu nowa, tak ? - spytała z uśmiechem.
Nie chciałam, by wszyscy w Londynie rozmawiali o mnie. Skąd ona już o tym wiedziała ? Że jestem nowa ?
- Nie, niezupełnie, tak tylko do taty przyjechałam... i takie tam... - odpowiedziałam szybko. Lecz domyślałam się jej odpowiedzi, i niestety, miałam rację co do tego.
- Co? Cały Londyn o Tobie gada, dziewczyno! Cieszę się, że mogę Cię poznać. Tak w ogóle to jestem Kate. Kate nerth.
- Marika Sunpath.
- Jesteś z Paryża ? Ale masz fajnie! Ile bym dała, żeby tam mieszkać! - Kate zaczęła marzyć, przymykając oczy.
Cholera, skąd ona wiedziała, że przyjechałam z Paryża ? Wolałam w to nie wnikać.
- Nie wiem co w tym takiego fajnego. Miasto jak każde inne - stwierdziłam - Pozatym już widzę po Tobie, że będę miała do czynienia z niezłą romantyczką!
Zaczęłam się śmiać. Kate dołączyła do mnie, po czym zaczęłyśmy iść w stronę centrum. Bardzo fajnie się z nią rozmawiało. Czułam taką swobodę bycia sobą, miałyśmy mnóstwo tematów. Zupełnie inaczej niż moje znajome, a także moja Ola. Dzwoniłyśmy do siebie codziennie, a teraz nawet nie wiem, co się z nią dzieje. Zmieniła numer, nie odpisuje na facebooku. Byłyśmy ze sobą bardzo blisko, ale z Kate czułam się o niebo lepiej.
- Marika. Marika! Co się tak zamyśliłaś ? - zaczęła wołać Kate.
- Nie, nic. Po prostu cieszę się, że się poznałyśmy. Czułam, że to będą moje najgorsze wakacje. Ale może dzięki Tobie się to zmieni - uśmiechnęłam się.
- Ja myślę to samo. Znam Cię od dzisiaj, a czuję, jakbyśmy się przyjaźniły od zawsze. I oczywiście, te wakacje będą cudowne, bo będziemy razem! - krzyknęła Kate.
Nawet nie wiedziałam, kiedy doszłyśmy do mojego domu.
- Kate, przecież powinnam Cię odprowadzić.
- Ale ja tu mieszkam! Tak, obok Ciebie!
Zaczęłyśmy krzyczeć jak szalone, pożegnałyśmy się i poszłyśmy do swoich domów.
Była 10 wieczorem. Umyłam się, wskoczyłam do łóżka i zaczęłam pisać w pamiętniku. Podobno każda romantyczka czy wrażliwa osoba miała pamiętnik. Nieprawda. Nie byłam romantyczką. Szłam do przodu żyjąc tym, co przyniesie dzień. Zupełne przeciwieństwo Kate. Ona była straszną romantyczką, wierzyła w magię miłości, przyjaźni, w wieczną młodość. W sumie to śmiałam się z niej. Lecz bardzo dobrze zapamiętałam jej słowa : "Maruś, marzenia to najlepsza rzecz na świecie! Nie wiem, jak możesz nie mieć marzeń, perspektywy życia. Życie marzeniami i wieczną młodością to magia! I zobaczysz, zmienisz się. Mamy na to całe 2 miesiące! "
Zastanawiałam się nad jej słowami. Czy to takie fajne ? A może rzeczywiście powinnam się zmienić ? Może tak będzie lepiej ? W sumie, z perspektywy Kate, nie jest to takie złe. Może te wakacje nie będą najgorszymi ? OBY...
_____________________________________________________________________________
nie wiem sama czy pisać dalej czy nie, chociaż nie powiem, dużo będzie się tutaj działo. piszcie czy Wam się podoba, bo dla was to minuta, a ja piszę rozdział czasem całą noc. Napisałam już kolejny, dodam jutro, jak będzie kiedy ;)
xoxo
1 ROZDZIAŁ.
To miał być normalny wakacyjny dzień, 30 czerwiec. Tyle, że właśnie dzisiaj wyjeżdżałam do Londynu.
Wstałam, popatrzyłam przez okno i westchnęłam.
- Nie chcę stąd wyjeżdżać - powiedziałam do siebie.
- Kochanie, musisz. To niebyłoby w porządku do ojca. Wiem, że za nim tęsknisz. Pozatym spotkasz fajnych ludzi, może jakieś gwiazdy - stojąca na progu moich drzwi mama posłała mi uśmiech - chyba każda dziewczyna chciałaby pojechać do Londynu.
Ojj, mamo, ile Ty jeszcze o mnie nie wiesz...
- Mamo, ja nie jestem każda. Zamiast chodzić i lansować się po największych miastach świata, wolałabym posłuchać muzyki w domu. Nie piszczę na widok słodkiego chłopaka i nie obchodzi mnie to, czy mieszkam w Paryżu, Londynie, w Nowej Zelandii czy Honolulu. Naprawdę nie wiem, co ludzie widzą w tych miastach.
Mama z westchnieniem wyszła z pokoju, lecz po chwili krzyknęła :
- Mari, ogarniaj się i przynoś walizki, bo za godzinę masz odlot!
Tak mamo, dzięki wielkie za takie przezwisko. Mari. Już wolałam to durne imię Marika.
Po pół godzinie byliśmy już na lotnisku. Nie chciałam jechać do Londynu. Bałam się zostawić mamę samą. Tyle już przeżyła, a teraz zostanie zupełnie sama. Owszem, czasami denerwowała, np. zdrabnianiem mojego imienia - Mari, tym, że siedzę codziennie w domu, zamiast wyjść z przyjaciółmi. Nie byłam towarzyska. Jakąś tam marzycielką też znowu nie byłam. Trudno było mnie określić, jak to mawiali moi znajomi.
Ale kochałam mamę. Bardzo ją kochałam. Nawet wybaczyłam jej już to, że razem z ojcem dali mi takie idiotyczne imię - Marika.
Marika Sunpath. Wrrrr, co za ohyda!
- Kochanie, już nadszedł czas - powiedziała mama.
- Ale szybko. W takim razie, do zobaczenia mamo. Będę tęsknić, nawet nie wiesz jak - uściskałam ją na pożegnanie.
- Dam sobie radę, córeczko - uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
Po wejściu do samolotu, zajęłam miejsce i włączyłam Coldplay'a. Chciałam przyjechać do tego głupiego Londynu, położyć się na łóżku, zasnąć i obudzić po dwóch miesiącach. O niczym innym nie marzyłam w tej chwili.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
i jak wam się podoba ? ;)
Wstałam, popatrzyłam przez okno i westchnęłam.
- Nie chcę stąd wyjeżdżać - powiedziałam do siebie.
- Kochanie, musisz. To niebyłoby w porządku do ojca. Wiem, że za nim tęsknisz. Pozatym spotkasz fajnych ludzi, może jakieś gwiazdy - stojąca na progu moich drzwi mama posłała mi uśmiech - chyba każda dziewczyna chciałaby pojechać do Londynu.
Ojj, mamo, ile Ty jeszcze o mnie nie wiesz...
- Mamo, ja nie jestem każda. Zamiast chodzić i lansować się po największych miastach świata, wolałabym posłuchać muzyki w domu. Nie piszczę na widok słodkiego chłopaka i nie obchodzi mnie to, czy mieszkam w Paryżu, Londynie, w Nowej Zelandii czy Honolulu. Naprawdę nie wiem, co ludzie widzą w tych miastach.
Mama z westchnieniem wyszła z pokoju, lecz po chwili krzyknęła :
- Mari, ogarniaj się i przynoś walizki, bo za godzinę masz odlot!
Tak mamo, dzięki wielkie za takie przezwisko. Mari. Już wolałam to durne imię Marika.
Po pół godzinie byliśmy już na lotnisku. Nie chciałam jechać do Londynu. Bałam się zostawić mamę samą. Tyle już przeżyła, a teraz zostanie zupełnie sama. Owszem, czasami denerwowała, np. zdrabnianiem mojego imienia - Mari, tym, że siedzę codziennie w domu, zamiast wyjść z przyjaciółmi. Nie byłam towarzyska. Jakąś tam marzycielką też znowu nie byłam. Trudno było mnie określić, jak to mawiali moi znajomi.
Ale kochałam mamę. Bardzo ją kochałam. Nawet wybaczyłam jej już to, że razem z ojcem dali mi takie idiotyczne imię - Marika.
Marika Sunpath. Wrrrr, co za ohyda!
- Kochanie, już nadszedł czas - powiedziała mama.
- Ale szybko. W takim razie, do zobaczenia mamo. Będę tęsknić, nawet nie wiesz jak - uściskałam ją na pożegnanie.
- Dam sobie radę, córeczko - uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
Po wejściu do samolotu, zajęłam miejsce i włączyłam Coldplay'a. Chciałam przyjechać do tego głupiego Londynu, położyć się na łóżku, zasnąć i obudzić po dwóch miesiącach. O niczym innym nie marzyłam w tej chwili.
i jak wam się podoba ? ;)
czwartek, 5 kwietnia 2012
Prolog.
Prolog.
"- No cześć. Tak, to ja, Marika. Odkąd się wyprowadziłam od mojego ojca, minęły 3 lata. Teraz, z mamą, jest mi dobrze. Niczego mi nie brakuje. Nie wiem sama, co było gorsze, rozwód rodziców, wczorajsze rozstanie z Bartkiem czy może kłótnia z Olką.
Bartek jest moim chłopakiem. Znaczy, był. Może nie pasowaliśmy, może to ironia losu ? A Olka to moja przyjaciółka. Często się kłóciłyśmy i zawsze po 3 godzinach było dobrze. A teraz mocno na siebie parłyśmy słowami.
Zbliżają się wakacje. 3 dni szkoły i wolność. W sumie mogę zostać tu, z mamą, w Paryżu. Nie potrzebuję nigdzie jechać. Ale muszę - o to chodzi. Muszę jechać do swojego ojca do Londynu, i to na całe wakacje.
To będą najgorsze wakacje w życiu, może ucieknę z domu i nie wrócę ? Może zadzwonię do cioci do Nowego Yorku, by mnie zabrała ? nie wiem. NIE WIEM, a mam tylko 3 dni na plan... "
"- No cześć. Tak, to ja, Marika. Odkąd się wyprowadziłam od mojego ojca, minęły 3 lata. Teraz, z mamą, jest mi dobrze. Niczego mi nie brakuje. Nie wiem sama, co było gorsze, rozwód rodziców, wczorajsze rozstanie z Bartkiem czy może kłótnia z Olką.
Bartek jest moim chłopakiem. Znaczy, był. Może nie pasowaliśmy, może to ironia losu ? A Olka to moja przyjaciółka. Często się kłóciłyśmy i zawsze po 3 godzinach było dobrze. A teraz mocno na siebie parłyśmy słowami.
Zbliżają się wakacje. 3 dni szkoły i wolność. W sumie mogę zostać tu, z mamą, w Paryżu. Nie potrzebuję nigdzie jechać. Ale muszę - o to chodzi. Muszę jechać do swojego ojca do Londynu, i to na całe wakacje.
To będą najgorsze wakacje w życiu, może ucieknę z domu i nie wrócę ? Może zadzwonię do cioci do Nowego Yorku, by mnie zabrała ? nie wiem. NIE WIEM, a mam tylko 3 dni na plan... "
Subskrybuj:
Posty (Atom)



