Ilośćwyświetleń! :3

środa, 30 maja 2012

9 ROZDZIAŁ.

  - Nieźle spałaś, wszystko zdążyłam załatwić. No, prawie wszystko. - Kate wpadła do mojego pokoju niczym błyskawica. Zakryłam się poduszką.
  - WSTAAAAAWAJ! - moja przyjaciółka zrzuciła mnie z łóżka.
  - Kate, odbiło Ci ? - wstałam szybko i wzięłam jej komórkę do ręki - o jezu, a ja nie jestem gotowa ! - krzyknęłam.
Cyfry na wyświetlaczu mówiły same za siebie. 16:00.
Wbiegłam czym prędzej do łazienki z całą torbą zakupów Kate.
  - Dla Ciebie kupiłam tą sukienkę w kwiatki, mam nadzieję że się podoba - krzyknęła z pokoju i wyszła na korytarz.
Zaczęłam grzebać w torbach i w końcu znalazłam sukienkę, którą pewnie Kate miała na myśli. Westchnęłam. Nie jest w moim stylu, nie pokaże się w niej. Ale co z moją przyjaciółką, która pewnie nieźle się wypociła, szukając takiego nabytku ? Powiedzieć jej ?
  - Co się nie robi dla przyjaźni.. - westchnęłam i ubrałam pospiesznie sukienkę.

                                                                        *   *   *
  - Wow, dziewczyno, widziałaś się w lustrze ? - krzyczała podniecona Kate. Wzięła mnie za ramiona i pospiesznie okręciła wokół siebie.
Dopiero teraz spostrzegłam, że nie jesteśmy same. W salonie stała Natalie i przyglądała się nam z lekkim uśmiechem.
  - Hej! - krzyknęłam i pomachałam w jej stronę.
Dziewczyna podeszła do nas szybkim krokiem, trzymając w ręce wielkie pudełko.
  - Co tam masz ? - moja ciekawska jak zwykle przyjaciółka przyglądała się badawczo opakowaniu.
  - Kupiłam dużo słodyczy, i upiekłam ciasteczka, wiecie, jakby wam zabrakło - Natalie popatrzyła się na nas znacząco z uśmiechem.
  - Oooo, widać Niall będzie baardzo zadowolony. - zauważyłam, jak Kate na samą myśl o nim zaczyna szybciej oddychać - ale jeszcze parę spraw muszę załatwić. Mari, nie martw się o nic, będą ludzie, których znasz - tu puściła oko do Natalie - Możecie pójść na tą chwilę do Cody'ego! - i już jej nie było.
Cieszyłam się, że zostawiła nas same, mogłam zatem dowiedzieć się więcej o wczoraj poznanej koleżance.
 Wpadłam do pokoju,  by ściągnąć sukienkę, a ubrać się w coś normalniejszego.
Wyszłyśmy, ciesząc się pięknym wakacyjnym słońcem. Zobaczyłyśmy po chwili jadących w naszą stronę Cody'ego i Mike'a.
  - Oni zawsze tak razem z tymi deskorolkami ? - spytałam Natalie ze śmiechem.
  - Najlepsi przyjaciele - zaśmiała się i po chwili zamyśliła - a Mike jest nawet przystojny..
Cody
 Znacie się, więc jaki problem ? - puściłam jej oczko.
Chłopaki byli już blisko, więc dziewczyna tylko szepnęła :
  - Dopiero od wczoraj - i uśmiechnęła do nowo przybyłych.

  - Witam witam ! O której impreza ? - Cody zwrócił się do mnie.
Wykorzystałam moment i lekko popchnęłam Natalie w stronę Mike'a.
  - Nie mam pojęcia - udałam zdezorientowaną - Kate za wszystkim stoi! To jej impreza, ja pójdę na górę i tyle mnie będzie - uśmiechnęłam się.
  - A chciałem z Tobą zatańczyć, no - Cody posmutniał, lecz, gdy zobaczył lodowaty wzrok Mike'a na sobie, opamiętał się - ale Kate na pewno zaprosi jakieś ładne dziewczyny, także będzie w czym wybierać - szeroko się uśmiechnął.
  - Ale ona zaprosiła tylko te osoby, które znam - lekko się zdziwiłam. - a ja przecież znam was i parę innych osób i tyle.
  - Nie znasz Kate!Na bank zaprosiła połowę miasta. - chłopak powiedział ironicznie, jakby zdziwiony, że jeszcze o tym nie wiem.
  - No tak - uderzyłam się dłonią w czoło - przecież to cała Kate..


                                                          *   *   *
Spojrzałam na zegarek leżący na telewizorze. 18:30. Siedziałyśmy w pokoju Natalie i czekałyśmy na Michelle.
  - Zadzwoń może do Kate o której ta impreza ? - zaproponowała dziewczyna.
  - Jakbym jeszcze miała telefon - westchnęłam, z bólem przypominając sobie tamte okropne wydarzenia - zgubiłam go, a jak widać, nigdzie nie ma "uczciwego znalazcy". Pozatym nie chcę iść na tą imprezę,Cody mnie trochę przestraszył z tą połową Londynu.
W odpowiedzi Natalie parsknęła tylko śmiechem, co miało oznaczać, że to jednak bardzo możliwe.
   - Ty znasz Mike'a dopiero od wczoraj ? - przypomniałam sobie spotkanie z chłopakami - bo tak to zrozumiałam.
  - Właściwie to wszystkich znam od wczoraj, tylko Kate od tygodnia - Natalie oparła się o schody - przyjechałam tutaj z Manchesteru. Rodzice się tutaj przeprowadzili. Właściwie wolałam zostać tam.
Wiele pytań mi się nasuwało, lecz przerwał je dźwięk telefonu Natalie.
 ' 19 już, zbierać się, dziewczyny! ' - usłyszałam ze słuchwaki. No tak, impreza.
Wybiegłyśmy pędem i po 10 minutach byłyśmy przed domem. W sumie nie było źle. Weszłam ostrożnie, ale widząc tylko Kate, odetchnęłam z ulgą.
  - Wszystko gotowe, zaraz się zejdą goście ! - uradowana przyjaciółka biegała w tą i z powrotem.
Szybko złapałam ją za ręce i ściągnęłam na ziemię.
  - Ty w ogóle wiesz, co robisz ?! -  krzyknęłam - proszę Cię, byś zaprosiła TYLKO moich znajomych, a ty robisz imprezę na cały Londyn ?!
  - Marika, to nie tak, poznasz wszystkich, będzie fajnie.
  - Nie będzie, wiesz, jak nie lubię nowych znajomości, dziękuję, do widzenia ! - krzyknęłam i pobiegłam do pokoju. Padłam na łóżko i włączyłam słuchawki. Po chwili zobaczyłam obok na krześle moją wieczorną kreację, stosy ciastek i alkohol.
Świetnie, pomyślałam. Świetnie, mogłam się domyślić że w dzisiejszych czasach impreza to alkohol, prochy i inne paskudztwa. Miałam ochotę wstać i wywalić butelki przez okno, gdy do pokoju wbiegła Michelle.
  - Kochaaaaanie, co się dzieje ? - podbiegła do mnie i mocno wyściskała. Przyjrzałam się jej.
  - Wow, nie poznałam Cię! - tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić.

Michelle

   - Chodź na dół, nie przejmuj się Kate, ona taka jest, martwi się o Ciebie teraz - Michelle mówiła jednym tchem.
  - Dobra, już dobra, tylko się ubiorę. - po czym włożyłam ponownie sukienkę i ruszyłyśmy do salonu.

                                    *   *   *

Schodząc czułam dziwne kłucie w żołądku. Na szczęście, gdy stanęłam na parterze, zwrócone były we mnie tylko oczy Kate i Natalie, wszyscy inni kręcili się nieśmiało po salonie. Było około 20 osób.
Uff, pomyślałam, jak dobrze, że nie więcej. Przy małej liczbie osób też można się bawić.
Kate widząc, że mój humor się trochę poprawił, wypaliła :
  - No, Maruś, nie jest tak źle, jeszcze wszyscy nie zeszli.
  - Ile ludzi ma być dzisiaj... tutaj ? - wykrztusiłam przez usta.
  - Hmmm.... - dziewczyna zaczęła liczyć na palcach - jakieś 50, może więcej. - pokiwała ze spokojem głową.
  - W takim razie idę spać do góry, dobranoc.
  - Nigdzie nie idziesz, zrozumiano ? - Kate wypowiedziała to takim tonem, że aż się wystraszyłam.
Usiadłam w rogu pokoju i przyglądałam się nowo przybyłym. Znałam stąd tylko Cody'ego, Natalie, Michelle, Mike'a, otoczonego sporą grupą dziewczyn, i Vaner, która, o dziwo, przyszła.
Wolałam nie wciągać się z nią w żadnego rodzaju konwersację, dlatego wyczołgałam się z wygodnego siedzenia w kącie i poszłam do kuchni pomagać Kate w przygotowaniach.
Widząc zabieganą przyjaciółkę, mruknęłam coś o Niall'u, a ona natychmiast przystanęła.
  - Chcesz się dowiedzieć coś o naszej dzisiejszej randce ? - jej oczy rozbłysły szeroko, a twarz rozświetlił ten kochany uśmiech.
  - Na przykład o której się spotykacie, bo jest już 20.20 ?
Radość Kate ustąpiła przerażeniu.
  - Nie mów, że się spóźniłaś. - wykrztusiłam - pierwsza randka z obiektem Twoich marzeń..
Komórka przyjaciółki mocno zawibrowała.
  - Odbierz, a ja idę ogarnąć - odpowiedziała i wybiegła.
Zerknęłam niepewnie na wyświetlacz. Nieznany.
  - Pewnie ten cał Horan - mruknęłam pod nosem i wcisnęłam zieloną słuchawkę.

  - Taaak ? - rzekłam niepewnym głosem.
  - Wiesz, Kate, Niall już do Ciebie idzie, bo chciał Ci zrobić niespodziankę, ale oczywiście musiałem sie wygadać - zaczął szybko niezrozumiałym cięgiem głos - a o której mam ogólnie przybyć ?
To nie Niall ? Więc kto ? Wolałam się nie przedstawiać, bo mało kto mnie znał, więc wypaliłam tylko :
  - A kto mówi ?
  - Jak to kto ? Harry.
Zamarłam. Czy ja aby się nie przesłyszałam ?
  - Halo, jesteś tam ?
  - Już nie.. - dodałam i szybko się rozłączyłam.
Sądziłam, że ta impreza to będzie porażka, ale że aż taka ? Czy Kate nie wiedziała, że istnie nienawidzę chłopaka ? Zauważyłam, że ktoś za mną stoi.
  - Co tak użalasz się nad swoim życiem ? - rzekła Vaner oschle.
  - Nie będę opowiadać, wiem, że Cię to nie obchodzi, w zasadzie nie mam siły już nic mówić - westchnęłam.
Dziewczyna przyjrzała mi się badawczo. Wyraz jej twarzy zbił mnie z tropu.
  - Jak Cię zostawią, czy coś, wiesz, daj znać, nie myśl, że Cię lubię, ale znam świetny sposób na odreagowanie - rzekła od niechcenia, po czym wyszła zgrabnym krokiem do salonu.
Nie miałam czasu, by zastanowić się nad jej słowami, bo jedyne czego pragnęłam, to ucieczka z tego domu.
Za późno, o wiele za późno.
Nie wiedziałam, że mój wielki salon może pomieścić tyle osób. Usiadłam na pierwszym krześle z brzegu i wpatrzyłam się w pokój wypełniony zupełnie obcymi mi ludźmi.
Po chwili ujrzałam zbliżających się do mnie Kate i blondyna, prawdopodobnie Niall'a.
  - No więc chciałam Ci kogoś przedstawić, Mari. - spojrzała na mnie badawczo - To Niall.
Podaliśmy sobie ręce.
  - Miło Cię poznać - rzekłam z uśmiechem - nie wiem jak ty z nią wytrzymasz - kiwnęłam głową w stronę Kate, na którą byłam okropnie zła.
Blondyn w odpowiedzi podarował mi piękny uśmiech. Uznałam, że nie będę psuć jej randki, więc dam sobie spokój.
Wzięłam kubek z Coca-colą i postanowiłam się wyluzować. Spokojnie, nie ma żadnego Harrego, Mike tańczy z Natalie, z czego bardzo się cieszę, a Cody podrywa dziewczyny. Wszyscy świetnie się bawią, a ja się martwię.
Nagle ktoś złapał mnie w talii. Zamarłam. Czyżby to był....
Nie zdążyłam dokończyć zdania w myśli bo moich uszu dotarł dźwięk :
  - Napijemy się może razem ?
Obróciłam się. Zobaczyłam stojącego przede mną Niall'a.
  - Yyy, my ? A przecież.. Kate...
  - Wyszła na polę przyjąć następnych gości. Spora impreza. 70 osób jak nic. - uśmiechnął się przyjaźnie.
  - Taa - mruknęłam. spojrzałam na drzwi, jednak Kate zajęta była rozmową z nowo przybyłymi, więc nic się chyba nie stanie... - okej, chodźmy.
Poszliśmy do wielkiej kuchni, która zamieniła się w wielki barek, w którym napoje wydawał nie kto inny, jak Cody.
  - Hahah, nie masz już co robić ? - zagadałam przyjaźnie chłopaka.
  - Kate prosiła, żebym pomógł no, dopiero zacząłem. pozatym żadna dziewczyna mnie nie chce - udał minę smutnego dziecka.
  - Ehh, nie lubię tańczyć, ale zrobię dla Ciebie wyjątek. Ale potem!
  - No dobra - jego twarz się pozpromieniła - co podać ?
  - 2 drinki proszę - Niall powiedział szybko i przeciągle z irlandzkim akcentem.
Stanęłam jak wryta. Niee, nie potrzebuję alkoholu do zabawy. On może tak, ja nie.
  - Niall, yyy, ja nie piję, i nie chcę, naprawdę.
  - Spokojnie, jeden nikomu nie zaszkodzi jak na 15 lat, tak ? - odsłonił zęby.
  - No dobra, jeden. - westchnęłam i wzięłam w dłonie szklankę.
Wróciliśmy do salonu, jednak było tak głośno, że nie słyszałam nawet głosu mojego rozsądku. Tak bardzo chciałam gdzieś usiąść, lecz ludzie uniemożliwiali jakiekolwiek przemieszczanie się po moim mieszkaniu.
Pochyliłam się więc do blondyna, by przekazać mu głośno przez ucho propozycję wyjścia na świeże powietrze. Akurat wtedy do pokoju wparowała Kate.
  - Czy wy... czy wy się... co to ma być ?! - wrzasnęła wstrząśnięta.
Odsuęliśmy się momentalnie z Niallem od siebie.
  - Ale, ale to nie tak ! - krzyknęliśmy.
  - Zostawiam was na 5 minut, a wy takie rzeczy robicie, wychodzę stąd, zostawcie mnie w spokoju - niemal krzyczała moja przyjaciółka.
Popatrzyłam na blondyna.
  - Tego się obawiałam - szepnęłam do niego i zanurzyłam się w tłumie pijanych i tańczących ludzi.



------------------------------------------------------------------------------------------------------
jeśli ktokolwiek to czyta, to przepraszam, że długo nie dodawałam postu, ale zbliża się zakończenie roku, a co się z tym wiąże, trzeba poprawiać oceny ! :C ale już PRAWIE wszystko mam za sobą, naszła mnie w tym tygodniu wena, więc myślę, że następny rozdział pojawi się już nawet w piątek, jeśli czas pozwoli,
miłego czytania,
lov U, Maricz.



sobota, 19 maja 2012

8 ROZDZIAŁ.

Biegłam przed siebie ze łzami w oczach. Mimowolnie obejrzałam się, a zobaczywszy w oddali Kate i Harrego, wbiegłam do najbliższej kawiarni. Pobiegłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Dziewczyna, która stała naprzeciwko mnie, była jakaś inna, Pochyliłam się nad zlewem i próbowałam się opanować. Po chwili usiadłam na ziemi, ściągnęłam trampki i prawie odpłynęłam. Prawie, ponieważ miałam za dużo myśli w głowie. Jednak sen zwyciężył, pokrywając mnie niezbyt miłą jawą.

Tymczasem przed kawiarnią...
  - Zniknęła! Naprawdę się o nią boję ! - histeryzowała Kate.
  - Kate, mam za godzinę spotkanie w studio, właściwie dlaczego ja tu stoję ?
 Dziewczyna oburzyła się.
  - Myślałam, że chcesz mi pomóc.. - powiedziała z rezygnacją.
  - Owszem, ale stoimy przed tą kawiarnią już dobrą godzinę - Harry zaczynał być wyraźnie zniecierpliwiony.
  - Ok, idź już, poradzę sobie.. A w ogóle co tam u Niall'a ? - dodała Kate z wielkim uśmiechem na ustach.
  - Hahaha, pozatym, że myśli cały czas o jakiejś  blondynce, to nic szczególnego - rzekł z rozbawieniem.
  - To pozdrów go od tej jakiejś blondynki ! I idź już, bo się spóźnisz.
 Harry spojrzał na moją przyjaciółkę z wielkim zdziwieniem wymalowanym na ustach. Myślał pewnie, o co jej chodziło.

                                                                   *   *   *

Obudziłam się w kawiarnej łazience. Co ja tu robię ? Zaczęłam szukać telefonu, lecz przypomniawszy sobie, gdzie go zostawiłam, westchnęłam głośno. No tak, przecież został na ławce, tej nieszczęsnej ławce. Mimo, że był to zwykły telefon, który przeżył dużo upadków, czułam, że ktoś napewno go wziął.
Oby to był uczciwy znalazca, pomyślałam.
Wstałam i ponownie popatrzyłam w lustro. Czego ja tak bardzo się boję ? Bartka ? A co on mi może zrobić ?
Usmiechnęłam się do siebie samej i wyszłam z łazienki.

Na zewnątrz od razu podbiegła do mnie Kate.
  - Zabiję Cię, dziewczyno! Gdzie ty byłaś ? Rozumiesz to, że nawet Harry Cię szukał ?
  - Kate, przepraszam, musiałam sobie wszystko przemyśleć. Ale uznałam, że nie ma się czym przejmować, od dzisiaj nie przejmuję się zupełnie niczym !
  - Nawet miłością ? - zasugerowała podejrzliwie przyjaciółka.
  - Nawet miłością ! Obiecuję Ci na śmierć i życie ! - krzyknęłam zadowolona.
I jak zwykle musiałam się wpakować. Czyżbym to, co przysięgłam Kate, miała zmienić ? Nie zamierzałam w każdym wypadku. Ale życie płata nam różne figle...

                                                               *   *   *

  - To co robimy ? Jest dopiero 15 ! - Kate skakała po moim łóżku z paczką żelków w jednej ręce, a telefonem w drugiej.
 Siedziałysmy właśnie w moim pokoju obmyślając plan dnia.
  - Hmmm, nie wiem, chodźmy może pozwiedzać miasto. Rowery ? - popatrzyłam na Kate.
 Ona odwzajemniła to samo, więc miałyśmy już zajęcie do wieczora.
  - Hmm, Mara ?
   - Co jeszcze ? - uśmiechnęłam się.
  - Bo wiesz, masz chatę wolną, to może jakąś imprezę byś zrobiła ? - popatrzyła na mnie błagalnym spojrzeniem.
 Zdziwiłam się.
  - Nie wiedziałam, że lubisz imprezy. - popatrzyłam na nią znacząco.
  - Hahaha, obgadamy wszystko na rowerach, chodźmy już ! - znagliła przyjaciółka.

Wyjechałyśmy pospiesznie z domów i udałyśmy się na wschód Londynu.
  - Chodźmy na tą sztuczną plażę ! Będzie fajnie, zobaczysz ! Poznasz moich znajomych ! - Kate zaczęła przyspieszać rowerem.
  - Nie jestem tego pewna, czy mnie polubią i w ogóle, nie jestem towarzyska.. - odparłam z zażenowaniem.
  - Oj nie marudź ! - Kate skręciła w boczną uliczkę i zaczęła jak to zwykle paplać o Niall'u.

Po pół godzinie byłyśmy na sztucznej plaży. Nie było dużo ludzi. Cieszyłam się w duchu, że raczej nie pojawią się znajomi Kate. Wiedziałam jednak, że prędzej czy później będę musiała ich poznać.

Zatrzymałyśmy się na chodniku. Humor nam dopisywał. Po chwili Kate zaczęła wymachiwać ręką w stronę chodnika, popatrzyłam tam więc i wiedziałam już, że jestem stracona.

                                                                       *   *   *

Zobaczyłam grupkę 3 dziewczyn i 2 chłopaków. Wszyscy wyglądali na sympatycznych. Pierwsza, po przywitaniu z Kate, przybiegła do mnie szczupła dziewczyna o przyjaznej twarzy.



                                                                                                                       Michelle.



  - Cześć! Jestem Michelle ! Ty musisz być tą Mariką ! Miło mi Cię poznać ! - powiedziałam pogodnie dziewczyna.
  - Heej - powiedziałam zmieszana - Mi również.
Kate podeszła do nas.
  - No, teraz pora na innych - uśmiechnęła się do mnie znacząco.
Czego ona musi mnie tak katować ? pomyślałam.
Następnie podeszła do mnie dziewczyna inna od Michelle, mniej sympatyczniejsza i wesoła. Wydawało mi się że nie podoba jej się moja obecność.
  - Hej - rzuciła w moją stronę.
Popatrzyłam na nią, była śliczna. Michelle też, ale było widać, że się różniły. Od razu rzuciły mi się w oczy jej piękne włosy, nogi, twarz, markowe ubrania i sposób chodzenia. Wyróżniała się z tłumu.
  - Nikt nie przjedzie obok niej obojętnie.. - szepnęłam.
Dziewczyna momentalnie zwróciła się w moją stronę, popatrzyła na mnie krzywym spojrzeniem, po czym "zjechała" mnie wzrokiem z góry na dół.


                                                                                                                   Vaner.

  - Cześć - powiedziałam cicho - jestem Marika, miło Cię poznać.
Dziewczyna prychnęła.
  - Vaner, mi też - powiedziała w błyskawicznym tempie, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy.
Zdziwiło mnie jej zachowanie. Może po prostu taka jest i trzeba ją zaakceptować ?
Lecz zauważyłam, że do Michelle, Kate, i innych, których jeszcze nie poznałam, odnosi się normalnie, śmieje i żartuje.
Dam jej czas, może po prostu też nie lubi nowych znajomości.
Kate wzięła mnie pod rękę i zaczęła po kolei przedstawiać osobom.
  - Wiecie, że to jest Marika, a to Natalie, Cody i Mike.
Uśmiechnęłam się nieśmiało do nich.
Michelle zaczęła rozmawiać z Kate i chłopakami, Vaner, wpatrzona w lusterko poprawiała włosy, więc podbiegłam do Natalie.
  - Hej ! - uśmiechnęłam się.
Odwzajemniła uśmiech. Wydawała się nie mniej sympatyczna niż Michelle.


                                                                                                                                                  Natalie.


  - No cześć - powiedziała przepięknym głosem - Przyjechałaś tu na wakacje, tak ?
I tak zaczęłam jej opowiadać o mojej rodzinie, ojcu, mamie, o Paryżu,  i nawet nie zorientowałyśmy się, kiedy wszyscy zniknęli.
  - O matko, Natalie, gdzie oni poszli ?
  - Pewnie do swojego ulubionego stoiska z milkshakeami. Zaczęła biec wzdłuż plaży, a ja za nią. Po chwili krzyknęła do mnie, bym zaczekała. Stanełam więc i usiadłam na chodniku. Zza zakrętu wyłonili się dwaj chłopcy, Cody i Mike.
Nie lubiłam rozmawiać z chłopakami, byłam strasznie spięta. Niestety, zauważyli mnie i od razu podeszli. Cody, pierwszy z nich, był strasznie fajny i ciągle opowiadał śmieszne historie. Drugi zaś, Mike, także wydawał się sympatyczny, ale nie tak rozgadany jak Cody, pozatym był nieziemsko przystojny. Tylko raz w ciągu tej rozmowy popatrzyłam mu prosto w oczy. Wyczułam w nich tajemniczość. Tak, Mike to był ideał chłopaka.


                                                                                                                                        Cody.

                                                                                                                  Mike.


Ale ej, ej ej, obiecałam żadnej miłości, i tak pozostanie. Po prostu jest ładny, sympatyczny, jego dziewczyna będzie szczęściarą, ale to nie chłopak dla mnie.
  - Heeej, Mari, co tak rozmyślasz ? - usłyszałam Kate.
Wszyscy siedzieli na chodniku, nawet nie zauważyłam kiedy przyszli. Michelle, zobaczywszy mnie, podbiegła do mnie i mocno przytuliła.
  - Stało się coś ? - spytałam zdziwiona.
  - Po prostu cieszę się że Cię widzę ponownie ! - dziewczyna ścisnęła mnie mocniej.
  - Ona zawsze tak ma - wtrąciła Kate - wulkan energii w naszej paczce.
Po bardzo mocnym uścisku Michelle zaczęła gadać jak najęta o nowych wyprzedażach, planach na wakacje i wszystkim innym. Oczywiście nie byłam tylko słuchaczem, ja także opowiadałam jej o wszystkim.
Wkrótce niebo się ściemniło i Kate, spojrzawszy na ekran swojej komórki oznajmiła, że będziemy się już zbierać. Kate pożegnała się z każdym z osobna. Ja oczywiście pomachałam wszystkim na pożegnanie, lecz Michelle podbiegła do mnie i pocałowała mnie w policzek. Zaczęłam się śmiać. Czułam, że już uwielbiam tą szczupłą osóbkę.
Wsiadłyśmy na rowery i zawróciłyśmy, a ja cały czas czułam na sobie wzrok Mike'a...

                                                                       *   *   *

  - No ładnie, ładnie, o 22 w domu ! - krzyknęła Vanessa, mama Kate, gdy ta weszła do domu.
  - Mamo, przepraszam, chciałam poznać Marike z moją paczką !
Ujrzawszy mnie, mama przyjaciółki natychmiast się rozpromieniła. Widać, że mnie lubiła.
  - Kochanie, zostaniesz u nas na noc, nie będziesz spędzała nocy sama - zasugerowała delikatnie Vanessa.
  - Jeśli to pani nie przeszkadza - uśmiechnęłam się lekko i popędziłam za Kate do góry.

  - I co, fajni ? - Kate zatrzasnęła drzwi i wskoczyła na łóżko z ekscytacją w oczach.
Teraz zacznie się sprawozdanie, pomyslałam.
  - Więc tak, Michelle jest świetna, naprawdę ją lubię, Natalie podobnie, ma piękny głos ! - dodałam z zachwytem - a Vaner jest dziwna, oczywiście nie oceniam po pierwszym poznaniu, ale zdaje mi się, że mnie nie lubi...
  - No tak, Vaner zawsze taka jest, gdy kogoś pozna. Może się poprawi, warto dać jej czas - Kate wstała i zaczęła szykować się do łazienki - a Natalie śpiewa, w sumie nie jest sławna, ale w Londynie ją za taką uważają. Na szczęście ona jest sobą i wcale nie czuje się jakaś popularna - mrugnęła do mnie.
Dziewczyna weszła do łazienki, a ja sprawdziłam facebooka i twittera.
Na tt spostrzegłam, że Kate się nie wylogowała. Już miałam zamykać stronę, gdy moją uwagę przykuł napis, nie jakiś tam, lecz Niall'a, tego jej obiektu marzeń.
  - Kate, Niall Ci chyba odpisał ! - krzyknęłam.
Po sekundzie Kate, z mokrymi włosami i w samym ręczniku, była już w pokoju. Odczytała odpowiedź i zaczęła skakać po pokoju.
  - NIALL MNIE ZAPROSIŁ NA RANDKĘ ! OMG, w co ja się ubiorę, chyba muszę iść do fryzjera, a co z głosem, nie mam jakiejś chrypy ? O czym my będziemy gadać ?!
  - Jak będziesz się tak darła to z pewnością będziesz mieć chrypę - stłumiłam śmiech, zatykając uszy - i idź się ubierz, to pogadamy.
Po pół godzinie, gdy byłyśmy już umyte, wskoczyłyśmy do łóżka Kate.
  - Dobra, jak gdzie kiedy ta randka ? - zaczełam.
  - "...w takim razie umówmy się jutro o 19 pod Tower Bridge. Chyba można to uznać za randkę, nie ? A może Ty masz jakieś pomysły ? xoxo, NH" - wyrecytowała na pamięć przyjaciółka.
  - UUU, czuję miłość! - zaczęłam krzyczeć - a masz inne pomysły na tą randkę ?
 Kate spojrzała na mnie z miną kota ze Shreka.
  - No co ? - powiedziałam zdezorientowana.
  - Wiesz, miałaś robić imprezę no i... - zaczęła powoli.
  - Sugerujesz, że mam zrobić imrezę, a ty go zaprosisz ? - powiedziałam ironicznie - może wymyśl coś innego, bo ta imreza raczej nie wypali, kto by na nią przyszedł ? Twoi znajomi i Ty z Horanem ? Dużo ludzi - stwierdziłam z sarkazmem.
  - O to się martwisz ? Hahaah, załatwię wszystko. Jeszcze się zdziwisz ! - puściła do mnie oko - to tak, impreza jutro u Ciebie o 20, wszystko kupimy rano.
  - Ale, może za tydzień czy coś ? nie mam co ubrać nawet.
  - za późno - rzekła zawstydzona Kate - napisałam już do wszystkich na facebooku...

                                                                        *   *   *
  - Co ja z Tobą mam... Cóż, wszystko leży w Twoich rękach. Ale mają być ludzie, których znam, ok ? żadnych nieznajomych, żadnych gwiazd, oprócz tego Twojego i ...
  - Dobra dobra - mruknęła - załatwię jedzenie i wszystko.
Zgasiłam światło i wchodząc do łóżka, zauważyłam jak Kate się uśmiecha pod bokiem.
Wiem, wiem, że ona i tak zrobi wszystko po swojemu... Oj, Mariko, możesz się bać jutra...

-----------------------------------------------------------------------------------------
troszkę nudny, bo wątek ze znajomymi musi być, ale następny będzie lepszy, bo IMPREZA ;D no, dziękuję osobom, które to czytają, chociaż muszą długo czekać na rozdziały, ale to się zaniedługo zmieni, obiecuję ! Lecę się ogarniać i wybywamy, piękna pogoda !  TRZYMAJCIE SIĘ ! do następnej :3



środa, 2 maja 2012

7 ROZDZIAŁ.

Obudził mnie dźwięk mojej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz - "43 poł. nieod. - Kate ;*". Wiedziałam o co jej chodzi. Wybrałam jej numer.
  - Marika, wreszcie odebrałaś ! - krzyknęła ze złością przyjaciółka - zaraz u ciebie będę !
To jej "zaraz" ograniczało się do 5 sekund.
  - Hej piękna ! - wpadła szybko przewracając krzesło od biurka.
  - Boże, Kate, czy ty wejdziesz kiedyś normalnie do mojego pokoju nie uszkadzając ani jednej rzeczy ? - westchnęłam, lecz po chwili wykręciłam usta w wielkim uśmiechu - No, proszę pani, miłą wiadomość mam. Ale może lepiej, jakbyś zajrzała do książeczki dołączonej do płyty.
Kate z szybkością światła otworzyła książeczkę i nerwowo zaczęła przeglądać strony , by po chwili wybuchnąć entuzjastycznym śmiechem i zacząć mnie ściskać najmocniej jak się da.
  - Marika, jak ja ci się odwdzięczę, nawet dwa lata później nie wpadłabym na taki pomysł! - krzyknęła z ekscytacją - tylko nie rozumiem tego twittera pod spodem.
  - Ojj, głupku. Po prostu jako jedyna fanka z tych wszystkich na świecie wpadłaś mu w oko,więc podczas podpisywania płyt twój słodki blondynek wpadł na pomysł, by dać ci swojego tajemniczego twittera, gdzie spokojnie mogłabyś do niego napisać ! Sama mówiłaś, że chłopaki mają swoje tajemnicze tt, o których wiedzą tylko oni sami ! No a teraz już nie tylko oni !
Kate była w siódmym niebie. Rzuciła mi się na szyje.
  - Jesteś najcudowniejszą osobą na świecie ! - powiedziała - a teraz idź coś zjeść, a ja napiszę do mojego cudownego Horanka !
Zeszłam na dół. Jenny właśnie kończyła robić naleśniki, do tego moje ulubione.
  - Wiedziałam śpiochu, że prędzej czy później zejdziesz z głodem wypisanym na twarzy, więc proszę! - tu pokazała na talerz pełen naleśników.
  - Oh Jen, dzięki wielkie ! - musnęłam ją w policzek - pójdę z nimi na górę - to mówiąc zaczęłam maszerować w stronę schodów.
  - Poczekaj chwileczkę! - krzyknęła melodycznym głosem Jenny - twój tato jest akurat na zakupach, ale chcę ci już teraz to powiedzieć.
Przez głowę przeszła mi szybko masa myśli. Pewnie chcą się pobrać. A co na to mama ?
Lubiłam, wręcz uwielbiałam Jenny, ale wolałabym, żeby zostało tak, jak jest. A może mama przyjeżdża do Londynu ?
  - Pewnie przeszły ci przez głowę same czarne scenariusze - zaśmiała się serdecznie Jen - Nie, chodzi o mój i taty wyjazd. Postanowiliśmy zrobić dwutygodniową wycieczkę po krajach Szwecji. Może chciałabyś jechać z nami ?
Uffff.
Fajny pomysł, pomyślałam, chociaż nie lubię podróżować. A co z Kate ? Dwa tygodnie bez niej ?Przecież nie wytrzymam. Dwa tygodnie bez tego szalonego śmiechu, bez opowiadania o Niallu, bez jej przeróżnych marzeń...
  - To wasz wyjazd, więc pozwolę wam odpocząć. Zostanę z Kate, z obiadami jakoś sobie poradzę mimo, iż nie mam wielkiego talentu kulinarnego, i nie martwcie się o dom, napewno będzie cały aż do waszego powrotu! - uśmiechnęłam się - nie jestem typem szalonej zbuntowanej nastolatki czy coś.
Śmiech Jenny ogarnął cały dom. Odwróciłam się więc i wkroczyłam na stopień schodów z talerzem stygnącego dania.
  - Marika, jeszcze jedna sprawa - szepnęła słodko Jen - dzwonił dzisiaj rano jakiś chłopak na telefon stacjonarny. Nawet nie chciał z tobą rozmawiać, powiedział tylko, żebym ci przekazała, iż jest w Londynie i z niecierpliwością na ciebie czeka.
W tej chwili pomyślałam o Jacku. Ohh, mój Jack z Paryża. Mówił coś o wakacjach w Londynie.
Jack to mój bliski znajomy mieszkający w Paryżu. Jak na chłopaka, dogadywałam się z nim świetnie, lecz znaliśmy się za krótko, bym mogła go nazwać przyjacielem, jedynie miesiąc czy dwa.
No tak, Kate znam 6 dni i już się przyjaźnimy. No ale z dziewczynami jest inaczej, czyż nie ?
Tak czy inaczej, powracając do tematu, bardzo chciałam się z nim zobaczyć.
  - Przedstawił się może ? Mówił coś jeszcze ? - powiedziałam jednym tchem.
  - Mówił jakoś dziwnie, sarkastycznie. Śmiał się ponuro, dziwny chłopak.
Owszem, przedstawił się, jakiś Bartek.
Na dźwięk tego imienia talerz z naleśnikami wyleciał mi z rąk i pół sekundy później uderzył o podłogę, rozrzucając milion kawałeczków w różne strony. Odłamki szkła raniły moje nogi, ale nie odczuwałam tego. Zaczęłam powoli osuwać się na podłogę, a łzy spływały mi po policzkach. Miałam ochotę krzyczeć, lecz moje gardło nie pozwalało mi na to. Zobaczyłam przerażoną Kate zbiegającą ze schodów i łapiącą mnie w pasie. Jen latała obok mnie z paniką. Nie mogłam powstrzymać płaczu, przytknęłam zsiniałe usta ręką i zatonęłam w ramionach przyjaciółki.

                                                              *  *  *

  - Co jej się stało ? Skąd taka reakcja ?
  - Nie mam pojęcia. Kate, może ty wiesz, przecież się przyjaźnicie.
  - Nie słyszałam całej rozmowy, ale Mari mi później wszystko opowie. Na razie musi dojść do siebie.
Nie potrafiłam rozróżnić głosów, lecz cieszyłam się, że przynajmniej coś słyszę.
Po jakichś 5 minutach, które wydały mi się wiecznością, otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam zapłakaną Kate nade mną.
  - Obudziła się ! - krzyknęła w stronę kuchni.
Usłyszałam ojca i Jen, którzy sekundę potem stali już nade mną. Wstałam powoli i zobaczywszy odłamki szkła na podłodze, mocno przytuliłam przyjaciółkę.
  - Marika, co się dzieje ?! Wytłumaczysz nam to w końcu ? - tato był wyraźnie zdenerwowany.
Na szczęście inicjatywę przejęła Kate, za co ją bardzo, ale to bardzo kochałam. Nie znała sytuacji, ale wiedziała, że trzeba mi pomóc.
  - Marika po prostu przypomniała sobie Olę i całą sytuację. Ma wyrzuty sumienia, że powiedziała nam o wszystkim, w końcu przyjaźniły się i ufały sobie wzajemnie.
Przez chwilę panowała cisza. Ja i Kate modliłyśmy się w duchu, by tato się nabrał na tą wersję wydarzeń.
Na szczęście tato ze zrozumieniem pokiwał głową.
  - Okej. Kate, zanieś ją na górę, tylko ostrożnie ze względu na pokaleczone nogi. Co do wyjazdu - spojrzał na Jen - nie wiem, czy powinniśmy zostawiać Marikę w takim stanie.
Miałam jeszcze dość sił, by się odwrócić i zaprzeczyć.
  - Obiecuję, że zapomnę o Oli i całej sprawie. Nie możecie zepsuć sobie wakacji przeze mnie! Kate będzie mnie pilnować - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
  - Okej, będę do Ciebie dzwonił tak często, jak to będzie możliwe ! - pocałował mnie w czoło - Więc na nas już czas, trzymajcie się ! - odrzekł do mnie i Kate.
Gdy tylko wyszli, zaczęłam niespokojnie oddychać. Wzbierało mi się na płacz.
  - Opowiadaj mi skąd taka reakcja ! - wrzasnęła Kate.
  - B..B..Bartek...k.. - tylko tyle udało mi się wymówić przez zaciśnięte z bólu usta.
Kate nie musiała się zastanawiać żeby wiedzieć, o co chodzi.
Wzięła mnie pod ramię i zaprowadziła na przedpokój.
  - Chodź, porozmawiamy w parku, tak będzie lepiej - powiedziała cicho, a po wyrazie jej twarzy zobaczyłam, że stara się nie rozpłakać.

W parku znalazłyśmy wolną ławkę i Kate od razu zaczęła :
  - Słuchaj, on nawet nie wie, gdzie mieszkasz i ...
  - Nic nie rozumiesz... - przerwałam jej szybko i zerknęłam na wyświetlacz, ponieważ przyszedł mi sms. Pojedyncza łza pociekła mi po twarzy - on to wszystko wie, wie nawet, że zostanę teraz sama przez dwa tygodnie... - szepnęłam.
Kate siedziała nieruchomo.
  - Ale... ale jak to ? Skąd ?
  - Skąd ? Kate, on tu jest. Gdzieś w pobliżu. A na pewno w pobliżu mojego domu.
  - Nie gadaj głupstw. Straszysz samą siebie.
  - Tak ? - kolejna łza spłynęła mi po policzku - to ciekawe, czego przed sekundą dostałam takiego sms'a ! - rzuciłam w nią moją komórką i zaczęłam biec przed siebie.
  - Kate musimy uciekać, nie ma czasu ! - zdążyłam krzyknąć.
Przyjaciółka ruszyła szybko za mną.
Mijałam ludzi, nie widząc nic prócz rozmazanych kształtów.
W pewnym momencie z zakrętu wyłonił się wysoki chłopak. Nawet przez rozmazane powieki zauważyłam w nim coś znajomego. Ten zapach, to wszystko.

Z rozpędu wpadłam na jego nagą klatę i nie zważając, popędziłam dalej przed siebie.
Właśnie zderzyłam się po raz drugi z osobą, której nienawidziłam, a o której jednak czasami myślałam.
A Harry ?
Odwrócił się zszokowany, ale nie zamierzał zostawić sprawy bez rozstrzygnięcia.
Nie tym razem.

A na ławce w dalszym ciągu spoczywał mały model Samsunga, połyskując jasno i pokazując drastyczną wiadomość, która tak wstrząsnęła dziewczynami.

" Jak obiecałem, tak zrobiłem. Widzę że twoi kochani wyjechali, także o to czy będziesz sama, nie masz się co martwić. Mam nadzieję, że pożegnałaś się dostatecznie dobrze z wszystkimi. Do jutra, a może jeszcze dzisiaj. Bartek "



----------------------------------------------------------------------------------------
wreszcie wreszcie wreszcie ! Oczy mi się zamykają i ręce odpadają, ale dla was warto było ! ;) troszkę przynudzałam, ale w następnym rozdziale mam nadzieje że już chłopaki będą ! ;3 poprzednio wstawiłam zdjęcia dziewczyn, jak chcecie wiedzieć jeszcze coś innego, lub jakieś inne zdjęcia, to piszcie ! :)
i chciałabym wam bardzo podziękować, że chcecie to w ogóle czytać, nawet nie wiecie jak się cieszę ! Dziękuję za wszystkie komentarze, trzymajcie się ciepło, następny postaram się dodać jak najszybciej ! :)

jak przeczytasz to daj o sobie znać ! :3

środa, 25 kwietnia 2012

6 ROZDZIAŁ.

Poczułam mocne uderzenie w głowę i upadłam.

                                                                 *  *  *

  - Najmocniej Cię przepraszam, wybacz, że tak wyszło, musiałem skoczyć po wodę do sklepu, nie wiem, jak Ci to wszystko wytłumaczyć - usłyszałam głos nad sobą.
Mimo, że ten głos był nieziemsko seksowny, nie otworzyłam nawet powieki. Bałam się, że całe moje ciało będzie mnie bolało jeszcze bardziej.
Po około 2 minutach dotarło w części do mnie,  gdzie się znajduję, z jakiego powodu i co zamierzałam zrobić przed tym nieszczęsnym uderzeniem w głowę.
Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą bruneta w wieku ok. 18 lat, z kręconymi i słodkimi lokami. Jego zielone oczy patrzyły z niecierpliwością i strachem to na mnie, to na scenę, która znajdowała się za tajemniczymi drzwiami.
Kogoś mi on przypominał.
No tak. Scena, sława, fanki i on, Harry Styles.
  - Spoko, nic się nie stało, ale mógłbyś uważać następnym razem, koleś - warknęłam w jego stronę, wstałam i obróciłam się na pięcie.
  - Yyyy... - zawahał się - .. Ty.. ty wiesz kim jestem, prawda ?
  - No tak, "słynny słodki chłopak z One Direction" - rzekłam ironicznym głosem.
  - I nie rzuciłaś się na mnie, nie chcesz autografu ? Właśnie tu stoję sam i cały dla Ciebie - powiedział z nieukrywanym zdziwieniem.
  - A no tak... - westchnęłam wkurzona - sądzisz, że zaraz się na Ciebie rzucę i wyrzyczę, jak bardzo Cię kocham - bardziej stwierdziłam niż zapytałam - Nie, nie jarasz mnie Ty, Twój słodki uśmiech, ani tym bardziej Twój zespół. Nie jarają mnie te wszystkie fanki, które poumierałyby za Twój jeden uśmiech i wzrok skierowany w ich stronę. Nie jara mnie Twoja sława i popularność, i wszystko z Tobą związane. A teraz wybacz mi, ale muszę szukać mojej nienormalnej fanko-przyjaciółki, która pewnie się teraz wydziera pod sceną, także zejdź mi z oczu.
Harry stał naprzeciwko mnie i spoglądał na mnie z otwartą buzią.
Staliśmy tak dobrą minutę - on, patrząc się z idiotyczną miną na mnie, - a ja myśląc, w jaki sposób mogę znaleźć Kate.
Nagle oboje usłyszeliśmy głosy dochodzące ze sceny i momentalnie odwróciliśmy się.
  - Hazza, czekamy wszyscy na Ciebie, zaraz Twoja solówka! - powiedział niski blondyn do mikrofonu, śmiejąc się.
Prawdopodobnie obiekt westchnień Kate.
  - Co tu jeszcze robisz ? - powiedziałam niedbale - leć na tą scenę, do tego swojego super gwiazdorskiego życia.
Odwróciłam się i poszłam szybko w przeciwną stronę od tych cholernych drzwi. Nie chciałam nawet się odwracać, by zobaczyć tą zdziwioną, ale jakże zadowoloną twarz Harrego.
Stanęłam na końcu tłumu i po jakichś 5 minutach wyłapałam Kate. Zaczęłam biec szybko do niej. Nagle przypomniało mi się wszystko przed tym feralnym upadkiem : afera narkotykowa, SMS od Bartka...
Przypomniała mi się treść SMS'a i zaczęłam znowu płakać.
Big girls don't cry, Marika! Przestań no !
Łzy zaczęły mi szybciej spływać po policzkach. Nagle zobaczyłam Kate przed sobą i szybko wpadłam w jej objęcia. Była taka radosna, lecz gdy mnie zobaczyła, od razu na jej twarzy pojawił się smutek i zmartwienie.
  - Kochana, co się dzieje ? Miałam Ci mówić, co się cudownego wydarzyło przed chwilą, ale zostawię to na później. A teraz weźmiemy taksówkę do domu i wszystko mi opowiesz!
Nie mogłam się uspokoić, lecz wreszcie wzięłam głęboki oddech i opowiedziałam o całej sytuacji. O Stylesie nie wspomniałam ani słowem.
  - No a od czego masz mnie ! Nie ma się co użalać, może Bartek tu przyjedzie, może nie, ale najpierw i tak będzie miał ze mną do czynienia! Poradzimy sobie, w końcu od czego jest przyjaźń! - uśmiechnęła się tym szczerym uśmiechem, który tak uwielbiałam.
  - Okej, od dzisiaj nie będę się nim już przejmować. A teraz gadaj, co tam się stało u Ciebie! Pewnie jakaś randka z Horanem - zaczęłam się śmiać i po moim wcześniejszym humorze nie było już nic widać.
  - Stałam przy samej scenie i Niall dotknął mojej dłoni, a potem puścił mi oczko! A potem przy podpisywaniu płyt szepnął mi na ucho coś w stylu "ogarnij ją dobrze, śliczna!" i podał mi płytę ze swoim autografem! Tylko co miało oznaczać to zdanie ?
Resztę wieczoru zajęło nam rozkminianie o zdaniu, które Niall powiedział do Kate i śmianiu się z modelek, które zdzierały swoje obcasy na nierównych londyńskich chodnikach, wracając do domu z pokazu mody organizowanego na głównym placu.
Siedząc tak w oknie i spoglądając na ruchliwe ulice Londynu, Kate nagle wypaliła :
  - Chciałabyś wrócić do domu, tam do Paryża ?
Zastanowiłam się. Jestem tu dopiero 4 dni. I te 4 dni temu mówiłam, że jadę tu tylko ze względu na mojego ojca. Najbardziej pragnęłam wtedy obudzić się w ostatni dzień wakacji i wracać do Paryża.
Ale odkąd poznałam Kate, wszystko zmieniło się o 180, a nawet o 360 stopni ! Trudno mi było przełknąć tą myśl przez gardło, ale naprawdę mi się tu podobało.
  - Wiesz Kate, wiadomo, że tęsknię za mamą i moim rodzinnym domem, ale nie wierzyłam, że kiedykolwiek powiem, że mi się podoba Londyn. I naprawdę chcę tu zostać, z Tobą...
Złapałyśmy się za ręce i uśmiechnęłyśmy się. Tej nocy zostałam u Kate. Codzienne piżama party to była już u nas normalka.
Zasnęłyśmy głębokim snem.

                                                         *  *  *

  - Pobudka !  - Kate rzuciła we mnie poduszką - 5 lipiec wita ! Dzisiaj zakupowe szaleństwo!
Wyskoczyłam szybko z łóżka i stanęłam przed lustrem. Zaczęłam układać moje niezręczne kosmyki.
  - Ooo tak ! - krzyknęłam - muszę kupić jakieś sukienki i nowe conversy , bo te już są całkowicie zniszczone - to mówiąc obie spojrzałyśmy na moje obdarte czarne conversy w rogu pokoju.
  - No to jazda, bo nam wszystkie fajne ciuchy z półek zabiorą!
Jak powiedziałyśmy, tak też zrobiłyśmy.
Po bardzo udanych zakupach poszłyśmy do cukierni i zamówiłyśmy po ciastku i kawie.
  - No, jestem zadowolona z zakupów. Tylko taki Niall by się jeszcze przydał - westchnęła ze smutkiem Kate.
  - O wilku mowa... - mruknęłam.
Zobaczyłyśmy wchodzących do cukierni Nialla i oczywiście nikogo innego jak Harrego.
No nie, znowu on. Wszystko mi się przypomniało.
  - Super, pewnie mnie nie zobaczy nawet - rzekła moja przyjaciółka ze smutkiem spoglądając na dziesiątki fanek kłębiące się przy chłopakach.
  - Nie gadaj tak, jestem pewna, że jak Cię zobaczy to nie będzie mógł oderwać wzroku ! - zaczełam podkręcać Kate.
O dziwo, stało się tak, jak mówiłam.
Gdy Niall ujrzał Kate, szybko odsunął się od fanek i podszedł do naszego stolika. Harry na szczęście nie zauważył oddalającego się Nialla, a tym bardziej mnie przy stoliku.
  - Ciał, śliczna - rzekł blondyn do Kate - wiesz, co masz robić - puścił jej oczko i szybko odszedł.
  - No czego on mi daje jakieś głupie wskazówki ? Najlepiej będzie jak podejdę do niego i po prostu mu powiem, że jestem głupia i nie wiem o co kaman! - krzyknęła przyjaciółka do mnie.
  - Nie irytuj się kochana, zobaczysz, że odkryjemy, co on ma na myśli! A teraz proszę, wyjdźmy stąd, zanim ktoś mnie zobaczy... - powiedziałam szybko biorąc kawę w plastikowym opakowaniu.
  - O co Ci chodzi, Mari ? I jeszcze chciałam powiedzieć, że Harry cały czas...
  - Chodź już ! - przerwałam i pociągnęłam ją za bluzkę.
  - Żądam wyjaśnień!
  - Dobra, dobra, ale dopiero w domu.
Po powrocie opowiedziałam Kate o moim spotkaniu z Harrym, i jak się tego spodziewałam, zaczęła na mnie krzyczeć.
  - Boże, przecież tak pasujecie do siebie. Jesteś idiotką, że go tak spławiłaś.
  - A ty idiotką, bo nie umówiłaś się z Niallem !
Po tych słowach zadziałałam na nią jak płachta na byka. Rzuciła się na mnie, a skończyło się na biciu na poduszki.
  - Już koło 20, idę do domu się umyć i pogadać z tatą, bo ostatnio zaniedbaliśmy kontakty - rzuciłam i przez przypadek popatrzyłam na płytę Kate z piosenkami One Direction i autografem Nialla - i daj mi to badziewie, zobaczę, czy oni zasługują w ogóle na miano tych "świetnych, utalentowanych chłopaków". Szturchnęła mnie w ramię.
  - Bierz, a jutro punkt 9 rano u mnie, bo mam dla Ciebie niespodziankę ! - wrzasnęła mi Kate od ucha.
  - Wiesz, że nienawidzę niespodzianek, no ale niech będzie. Także kolorowych Niallów ! - pocałowałam ją w policzek i wyszłam.
  - Kolorowych Stylesów! - krzyknęła na odchodnym.
Nie miałam już siły się kłócić, byłam przy samych drzwiach frontowych, lecz to zdanie wypowiedziane przez Kate oburzyło mnie totalnie !
Myśli, że podoba mi się ten cały lovelas z lokami na głowie ? Prychnęłam i weszłam do domu.
Tato już spał, więc cicho weszłam do pokoju i poszłam się kąpać. Po 30 minutach kąpieli wskoczyłam do mojego łóżka przy oknie, na którym stał odtwarzacz DVD, wpięłam słuchawki i włączyłam płytę.
Nie lubiłam takiej muzyki, lecz z upływem czasu coraz bardziej mi się podobała.
Spoliczkowałam się.
Marika, czego tak potwornie się zmieniasz ?
Nie płakałaś od dwóch lat, a nagle teraz zaczynasz płakać.
Wcześniej słuchałaś Kings Of Leon, Green Day i Paramore, a teraz zaczynasz popu.
Wcześniej nigdy nie miałaś marzeń i celów do osiągnięcia, a tu nagle siadasz przy oknie i zaczynasz marzyć.
Postanowiłam zająć się czymś innym niż ocenianie siebie, więc zaczęłam z uwagą przyglądać się okładce płyty, spisowi treści oraz książeczce w środku.
Przeglądając książeczkę zauważyłam na jednej stronie mały napis, lecz o dziwnej treści "Jak mógłbym ominąć bez pożegnania tak piękną dziewczynę", a pod spodem nazwa czyjegoś twittera.
Nagle przypomniały mi się wskazówki Nialla i wszystko złożyło się w mojej głowie w logiczną całość.
  - Jezu, nie wierzę ! Wreszcie odkryłam ! - szepnęłam sama do siebie.
Wykręciłam numer Kate, lecz nikt nie odbierał.
Napisałam jej zatem wiadomość o odkrytej zagadce.
Powróciłam z powrotem do słuchania płyty. Podczas słuchania "More Than This" w mojej myśli pojawił się Harry.
No nie, tylko nie on. Żadnej miłości w te wakacje! Obiecałam to sobie i słowa dotrzymam za wszelką cenę!
Wyłączyłam płytę, odłożyłam słuchawki i ułożyłam się do spania.
Harry, Harry, Harry, uśmiech, Harry, loki, Harry.
DOŚĆ! , krzyknęłam w myślach.
Będę zadręczać moją głowę tym sławnym chłopaczkiem gwiazdorzącym na prawo i lewo ?
O nie, nie zmieniłam się aż tak, by pozwalać sobie myśleć o takich lovelasach. Przeiceż po mojej rozmowie gadał z wieloma innymi dziewczynami, o mnie już nawet nie pamięta i zapewne nie chce pamiętać !

Ojj, Marika, nawet nie miałaś świadomości, jak bardzo się myliłaś...

------------------------------------------------------------------------------------
wreszcie jestem, po długiej przerwie. Przepraszam, ale na nic ostatnio nie mam czasu.. Rozdział dłuuugi, i miał wyjść jakiś fajny i ciekawy, a dupa z tego wyszła ;x PROSZĘ MONIŚ, DLA CIEBIE BO CI SIĘ PODOBA <3 i dla Kuldzi na przeprosiny :3
prosiliście mnie o zdjęcia dziewczyn, więc dałam pierwsze lepsze zdjęcia, bo wraz z początkiem pisania tego opowiadania, tak właśnie je sobie wyobraziłam *.*


                                                                        Marika ;>

                                                                       Kate ;>
jak ktoś to czyta nich da o sobie znać ! ;3

niedziela, 15 kwietnia 2012

5 ROZDZIAŁ.

 - Tak Kate, wiem, że spałaś i Cię obudziłam, ale musisz do mnie przyjść, natychmiast ! - wykrzyczałam.
Po niecałej minucie Kate siedziała już u mnie w pokoju. Wypłakałam się jej, a ona sprawiła, że na mojej twarzy pojawił się wieelki uśmiech.
 - Jeny, jesteś przekochana ! - krzyknęłam i padłam w jej ramiona.
 - Nie ma sprawy - rzekła - jutro, a raczej dzisiaj, bo jest już po północy, idziemy pobuszować po mieście to od razu Ci się humor poprawi ! I jeszcze potem koncert ! - Kate zadrżały nogi.
 - Tylko nie mów, że mam iść tam z Tobą ! Wszystko tylko nie to !
 - No dobra, niech będzie... - powiedziała z wahaniem - ale potem masz po mnie przyjść !
 - Dobra - zaśmiałam się - ale dzisiaj już śpisz u mnie bejbe !
Byłyśmy padnięte, więc szybko zasnęłyśmy.

                                                                     *  *  *

Obudziłam się już o ósmej rano. Kate jeszcze spała. Napisałam z jej komórki do jej mamy, aby nic się nie martwiła i że Kate jest u mnie.
Umyłam się, ubrałam i zaczęłam budzić Kate.
 - Kochany śpiochu, już po dziewiątej ! - krzyknęłam do jej ucha.
 - Ojj tam... - Kate chciała jeszcze coś powiedzieć, ale usta odmówiły jej posłuszeństwa i zgrabnie się zamknęły.
Pomyślałam zatem o podstępie.
 - Bo wiesz, w salonie siedzi jakiś Niall Horan i mówi, że jest z zespołu One Direction, ale chyba go wygonię.. - westchnęłam ze śmiechem.
 - Co ?!?! - Kate wyskoczyła z łóżka jak błyskawica - Gdzie ?!?! On ?!?! - poleciała szybko na dół, chyba nawet przewróciła się na schodach.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
Po chwili do pokoju weszła Kate.
 - Bardzo śmieszne, nienawidzę Cię ! - krzyknęła.
Zobaczyłam wielkiego siniaka na jej lewym kolanie.
 - Ojj, biedactwo, też Cię kocham ! - zaśmiałam się.
 - Dobra, idziemy na to miasto ! - Kate zaczęła wyciągać ciuchy do ubrania.
 - Ok, zrobię śniadanie, i jakby co, to napisałam Twojej mamie, że jesteś u mnie.
 - Dzięki ! Zupełnie wypadło mi to z głowy ! - pocałowała mnie w policzek.
Zbiegłam na dół i zrobiłam naleśniki z syropem klonowym.
 - Mmm, pychota ! - Kate siedziała już na krześle i zajadała się pysznym daniem.
Po pół godzinie byłyśmy już w centrum. Chodziłyśmy po sklepach, a Kate z wielkim podekscytowaniem opowiadała mi o Niallu.
 - Jeny, dziewczyno, ty wiesz o nim wszystko !  - ze zdumienia otworzyłam szeroko oczy.
 - Oczywiście, a dzisiejszy koncert... ahhh... brak mi słów by opisać, jak bardzo jestem szczęśliwa !
 - Cieszę się razem z Tobą ! Po koncercie mogę przyjść tam po Ciebie , to jeszcze gdzieś pójdziemy. Chyba, że będziesz flirtować z Niallem ! - powiedziałam, głośno się śmiejąc.
Odpowiedziała mi tym samym.
 - Dobra, Mari, powoli będę się szykować na ten koncert. Skończy się pewnie gdzieś o 19, więc czekaj tam gdzieś niedaleko ! - krzyknęła i wbiegła do swojego domu.
I co Ty będziesz robić całe dzisiejsze popołudnie, Mariko Sunpath ? Twoja przyjaciółka właśnie szykuje się na koncert zaspołu, za którym nie przepadasz, a który kończy się o 19, więc masz całe trzy godziny wolne.
Postanowiłam, że sprawdzę mojego facebooka i twittera. Dawno nie wchodziłam.
Na fb czekała mnie niemiła niespodzianka - wiadomość od Oli o treści : " Fuck, policja mnie znalazła. Wiem, że to Twoja sprawka. Nigdy nie byłaś moją przyjaciółką, przyjaźniłam się z Tobą tylko z litości. Spadaj z Paryża i z mojego życia. Nie potrzebuję Cię. "
Po przeczytaniu wiadomości zrobiło mi się trochę przykro, ale przyjaźń z Olką wpędzała mnie w coraz to większe problemy i nie była warta moich chęci.
Odpisałam jej : " Trzeba było od razu powiedzieć, że nie chcesz mojej przyjaźni. Żegnam Cię w spokoju, znalazłam już osobę godną zaufania. "
Wyłączyłam laptopa, zadzwoniłam do mamy, a potem poszłam ogarnąć włosy do łazienki.
Nawet nie wiedziałam, kiedy przyszedł do mnie SMS o przerażającej treści...

                                                                          *  *  *

Popatrzyłam na zegarek. ' O mój Boże ! Za minutę dziewiętnasta!' pomyślałam.
Szybko się ogarnęłam i wzięłam komórkę z biurka. Wyszłam na pole i akurat zaczął padać deszcz.
Ale im się koncert udał... A ja wyglądam jak zmokła kura. Trudno. Ide po Kate.
Popatrzyłam na telefon - 1 nieprzeczytana wiadomość  - Bartek.
Co on chce ?!
Z wahaniem wcisnęłam przycisk "Pokaż" i wyświetliła mi się wiadomość o treści, której wolałam nie czytać.
"Co Ty sobie dziwko myślałaś ? Olka mi wszystko powiedziała, całą prawdę, spróbuj tu przyjechać, to Cię zniszczę, zabiję Cię. Ale nie będę czekał na Ciebie, może to ty poczekasz tam na mnie. Więc do zobaczenia w najbliższym czasie. Pożegnaj się ze wszystkim."
Nie mogłam uwierzyć w to, co przeczytałam.
Spojrzałam na datę wysłania wiadomości - 16.32. Była 19.15, mógł już wyruszyć.
' O mój Boże ! ' - wyszeptałam z płaczem.
Zaczęłam biec przed siebie, potykając się co chwilę. Wiedziałam, że Bartek przyjedzie. Znałam go aż za dobrze i wiedziałam, do czego jest zdolny.
Byłam cała przemoczona, biegłam przed siebie z opuchniętymi oczami, przez które nic nie widziałam.
Usłyszałam nagle jakąś  muzykę, prawdopodobnie One Thing.
Zaczęłam biec w tamtym kierunku z nadzieją, że znajdę tam Kate, i nagle zobaczyłam całą masę fanek.
' Chyba je pogrzało z tą manią ', pomyślałam.
Nie wiedziałam sama, co ja robię w tym tłumie z wyglądem przypominającym mokrą kaczkę - napewno nie znajdę tutaj Kate.
Zaczęłam się przeciskać, lecz nic z tego.
Już się miałam poddać i usiąść na jakimś chodniku z płaczem, gdy wpadłam na pewien pomysł.
Jak znam Kate, ona pewnie wparowała na środek ich sceny, albo stoi za kulisami i na nich czeka, pomyślałam.
Bez namysłu zaczęłam biec w stronę małych drzwi prowadzących na scenę, Pewnie będą zamknięte, ale co mi tam, warto spróbować! - dodawałam sobie otuchy.
Od drzwi dzieliły mnie centymetry, już miałam chwytać za klamkę i je otwierać. Szkoda tylko, że nie wiedziałam., że ktoś lada chwila miał je otworzyć od wewnętrznej strony i wybiec z nich prędko...


----------------------------------------------------------------------
wreszcie jest 5 rozdział ! dziękuję za tych ludzi, którzy dawali mi motywejszyn do pisania tego rozdziału, jak i całego opowiadania! W szczególności podziękuję Monice Styles ;> i ten rozdział dedykuję jej <3! Chcieliście, bym dała zdjęcia Mariki i Kate. Zrobię to następnym razem, mniej więcej wiecie jak wyglądają ;) za miłe komentarze bardzo dziękuję, i myślę, że następny , 6 rozdział uda mi się napisać do piątku ;) TRZYMAJTA SIĘ! :3

wtorek, 10 kwietnia 2012

4 ROZDZIAŁ.

Wyskoczyłam wystraszona z łóżka i zeszłam za ojcem na dół. W salonie siedziała już wyraźnie zmartwiona Kate.
O co im chodziło ?
 - Marika - zaczął podenerwowany ojciec ostrym głosem - wiem, z czym się zmaga młodzież w dzisiejszych czasach. Ale w żadnym wypadku nie spodziewałem się tego po Tobie ! - zaczął naprawdę głośno krzyczeć.
 - Tato, możesz mi proszę wyjaśnić, o co Ci chodzi ? - spytałam lekko zdezorientowana.
 - Chcesz mnie sprowokować ?! Chciałem dla Ciebie jak najlepiej, a Ty...
 - Jak najlepiej ?! - przerwałam mu - To czego rozwiodłeś się z mamą ?! Myślisz, że to było najlepsze rozwiązanie ?!?! - krzyknęłam z płaczem i wybiegłam z salonu.
Poczułam nagle czyjąś dłoń na ramieniu i odwróciłam się.
 - Marika kochanie, posłuchaj jeszcze przez chwilę ojca - usłyszałam smutny głos Jenny.
Usiadłam posłusznie w fotelu i popatrzyłam przed siebie.
 - Czego jeszcze chcesz ? - rzekłam sucho - Najpierw wrzeszczysz na mnie o coś, o czym nie mam najmniejszego pojęcia, a potem...
 - Mam prawo krzyczeć, bo już straciłaś moje zaufanie ! Nie wiesz, o co mi chodzi ? Nie udawaj głupiej ! Dzwoniła do mnie przed chwilą zapłakana mama i żądała wyjaśnień, dlaczego znalazła w Twoim pokoju...... narkotyki ...
Ojciec mówił coś jeszcze, lecz ja po prostu zamarłam. Serce podeszło mi do gardła.
 - Że..... że ja ? - tylko tyle był w stanie wydusić mój piskliwy na tą chwilę głos.
Tylko jedna osoba pojawiła się w moich myślach.
Tak, to była Ola, moja Ola.
Przypomniałam sobie nagle przeszłość. Coś, o czym chciałam najmocniej w świecie zapomnieć, lecz niestety, utknęło w małych zakamarkach mojej pamięci.
Brawo Marika, gratulacje, miałaś przyjaciółkę narkomankę.
Obrazy w mojej głowie przesuwały się tak żywo, jakby to było wczoraj.
A minęły od tego może jakieś dwa lata. Teraz mam piętnaście lat, musiałyśmy mieć jakieś trzynaście. Byłyśmy młode i głupie.
Czułam potrzebę powiedzenia o wszystkim ojcu i Jen.
Zaryzykuję, pomyślałam.
 - Chodzi o... chodzi o Olę... Ola miała kłopoty rodzinne. Matka zginęła jej w wypadku, ojciec alkoholik, wiesz. Nie miała żadnego bliskiego w rodzinie, by mógł sprawować nad nią opiekę. Miała tylko mnie. Oczywiście byłam z nią i ją wspierałam. Tak bardzo się o nią bałam. Chciałam jej pomóc, lecz zabroniła mi. Powiedziała, że jeśli komuś powiem o jej kłopotach, to się zabije. Przecież nie chciałam tego, więc siedziałam cicho.

W tej chwili pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Obrazy w mojej głowie były nie do zniesienia. Jen i ojciec uważnie mnie słuchali. Ciągnęłam więc dalej.
 - Pewnego wieczoru Ola zadzwoniła do mnie, bym przyszła pod paryski most. Mamy akurat nie było w domu, a do mostu miałam niedaleko, więc postanowiłam wyjść. Już z daleka zobaczyłam chudą osóbkę siedzącą na poręczy mostu i wymachującą nogami. Podbiegłam szybko do niej.
   - Olka złaź z tej barierki, co Ty najlepszego wyprawiasz ?
 Zaśmiała się drwiąco.
   - Nikogo już nie mam, to po co mam żyć ? Śmierć jest piękna. Jak chcesz, możesz iść ze mną, tylko złap mnie kochana za rękę
 Znowu się zaśmiała i wyciągnęła do mnie drżącą rękę.
 Popatrzyłam na nią. Wyglądała okropnie - podkrążone oczy, rozszerzone źrenice, zupełnie inny głos i zachowanie.
 Prawie się zakrztusiłam.
   - Ola..... Ola...... nie mów mi nawet, że ty wzięłaś..... narkotyki...
   - Maruś, zapominam przez to o wszystkich problemach. Może chcesz trochę ? - po czym wyciągnęła małą torebeczkę z proszkiem.
 Widząc to świństwo, aż się wzdrygnęłam.
   - Olka, jak mogłaś ! Przecież masz mnie ! Nie bierz nigdy więcej tego - to mówiąc, wskazałam                      kiwnięciem głowy na proszek.
   - Mam Ciebie ? Dobrze, więc mam nadzieję, że załatwisz mi następną działkę.
   - Nie będę Ci tego załatwiać! Oszalałaś ? Mamy dopiero po trzynaście lat, chcesz się już tak niszczyć ? -     zaczęłam płakać.
   - Ja tu czekam, Marika - powiedziała - i masz piętnaście minut. Jeśli nie zdążysz, to po mnie nie zostanie już nic ! - uśmiechnęła się ironicznie.
 Nie wiedziałam, co robić, zaczęłam panikować.
 Zostało mało czasu, zostało mało czasu, powtarzałam w myślach.
 Wpadł mi do głowy tylko jeden pomysł - Michael. Mój dawny kolega, który miał styczność z narkotykami. Natychmiast napisałam mu SMS'a, by przyniósł towar pod ten most. Na szczęście był po dziesięciu minutach. Podziękowałam mu i dałam należyte pieniądze, po czym podbiegłam do Olki.
   - Masz debilko, ale tylko to ! I nie waż się mieć więcej takich samobójczych myśli ! - krzyknęłam.
Z czasem zaczęło być jeszcze gorzej, Olka nie wyobrażała sobie życia bez narkotyków. Jako przyjaciółka nie mogłam jej w jakikolwiek sposób pomóc. Kazała mi trzymać narkotyki w swoim domu, bo u niej często bywała policja ze względu na ojca alkoholika.

 - Przecież ona mogła zginąć ! Czego nam od razu nie powiedziałaś ? Zdawałaś sobie sprawę z tego, w co się pakujesz ?! Miałaś tylko trzynaście lat ! - krzyczał ojciec.
 - Wiem - szepnęłam zawstydzona - ale to była moja przyjaciółka, nie mogłam nikomu mówić, nie zdawałam sobie sprawy, że ona mogła tak po prostu zginąć.
 - Jezus Maria, moja córka pomagała narkomance. Mam nadzieję, że Ty nie próbowałaś niczego brać !
 - Nic tato, przyrzekam Ci.
Mówiłam całkowitą prawdę.
Tato trochę się uspokoił.
 - Czyli chcesz nam wytłumaczyć, że to Ola kazała Ci trzymać narkotyki w swoim domu ?!
 - Jeśli tylko trzymałam je w domu, zaraz je dawałam Olce ! Lecz tym razem nie mam pojęcia, jak się tam znalazły !
 - Dobrze córeczko - westchnął ojciec - dziękuję, że opowiedziałaś nam o tym wszystkim. To naprawdę ciężkie dla Ciebie. Wyjaśnimy tą sprawę z Olą i narkotykami u Ciebie w pokoju - pocałował  mnie w czoło.
Jak dobrze że się nie gniewa ! Kamień spadł mi z serca.
Weszłam po schodach na górę. Byłam padnięta. Słyszałam głos taty rozmawiającego z kimśprzez telefon - mama.
Ejj, lecz skąd się wzięły te narkotyki w moim pokoju ?!
Zeszłam z powrotem do salonu. Tato zakończył już rozmowę, więc teraz ja wykręciłam numer do mamy i włączyłam głośnik.
 - Halo, Marika ? Kochanie, tato mi wszystko wyjaśnił.
 - Cieszę się - uśmiechnęłam się - chcę tylko spytać, czy była ostatnio u nas w domu Ola ?
 - Była, była. Mówiła, że pożyczyła od Ciebie jakiś ciuch i chce go oddać.
Ahhh, tak, pomyślałam.
 - Dalej nic nie ogarniacie ?! - krzyknęłam równocześnie  ojca i mamy - Olka przyszła do mojego pokoju i zostawiła tam narkotyki twierdząc, że idzie oddać pożyczony ciuch ! Wszystko chciała zwalić na mnie, całą sprawę ! To dlatego się nie odzywa !
 - Kochanie nie zawracaj sobie tym głowy, zajmiemy się tym. Baw się dobrze tam w Londynie, kocham Cię !
 - Też Cię kocham, mamo!
Rozłączyłam się. Tato i Jenny mocno mnie przytulili i powiedzieli, że będzie dobrze.
Poszłam na górę. W głębi serca czułam, że zdradziłam mimo wszystko przyjaciółkę.
Jesteś nienormalna, Marika ! Jesteś idiotką. Nie patrz się w lustro, bo zobaczysz osobę, która nie jest warta niczego i nikogo! Przecież pomagając przyjaciółce, powoli doprowadzałaś do jej śmierci!
Zaczęłam cicho płakać. Teraz tylko moja kochana Kate może mi pomóc.
Biedna Kate, gdyby wiedziała, co zrobiłam, znienawidziłaby mnie. Ale musiałam się jej wypłakać, chodźby teraz, o 2.32 w nocy.
I wykręciłam numer do przyjaciółki.

--------------------------------------------------------------------------------------
Jest oczekiwany rozdział. Wybaczcie, że taki nudny i głupi, ale zależało mi na rozwinięciu tego wątku, następny rozdział będzie fajniejszy, obiecuję, i napiszę go tylko jak będę miała troszkę czasu :3
nie wiem czy pisać to opowiadanie, ale moje ohydne wypociny czytają 3 osoby, jejejejejje, więc mam motywejszyn. Dziękuję wam jeszcze raz!!!
Tokee.

sobota, 7 kwietnia 2012

3 ROZDZIAŁ.

Była 12 w południe. Obudziłam się i ubrałam. Miałam jakiś pozytywny nastrój. Zadzwoniłam do Kate.
 - Głupku, za 10 minut widzę Cię u mnie! - wrzasnęłam do słuchawki.
 - Dobra. Ale obiecaj mi, że dzisiaj do wieczora łazimy po mieście! - pisnęła.
Po rozmowie spojrzałam w lustro.
Tak, cześć Marika. Posiadaczko tego durnego imienia. Czego Ci się tak ten ryj szczerzy ? Czyżby spodobał Ci się Londyn ? A może to sprawka Kate ?
Rzeczywiście się uśmiechałam. Coś jeszcze się zmieniło ? Jak na razie to nie zmieniłam mojego realistycznego podejścia do świata. Ale w ciągu tych dwóch miesięcy wszystko się może zmienić...
Z moich rozmyślań na ziemię sprowadziła mnie Kate.
 - Witaj Mari ! Wyspałaś się, widzę ? - powiedziała głośno z wyszczerzonymi zębami - dzwoniłam wcześniej do Ciebie, ale Twój tato powiedział, że smacznie chrapiesz w łóżeczku, więc nie miałabym serca budzić tak poczciwej istotki - była widocznie w dobrym humorze.
 - Ojj, Ty głupku - walnęłam ją w ramię.
Weszłyśmy do mojego salonu i włączyłyśmy MTV. Poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia. Nagle Kate zaczęła krzyczeć i skakać po fotelach.
 - Kate, uspokój się debilu ! - zaśmiałam się.
 - Ale patrz! Leci właśnie "One Thing" zespołu One Direction! - wrzasnęła.
Przyszłam do salonu i położyłam jedzenie na stoliku.
 - Nawet mi nie mów, że się nimi jarasz - mruknęłam.
 - No pewnie, w Londynie jest istny szał ! Oni nawet tu mieszkają ! Jakoś nigdy nie miałam okazji ich spotkać, ale może się to zmieni ! A Ty ? Nie mów mi proszę, że ich nie lubisz ! Patrz, jakie ciacha ! A Niall ? Sądzę, że jest najładniejszy i najbardziej słodki ! - wrzeszczała podniecona Kate.
Świetnie Marika. Twoją przyjaciółką jest istna marzycielka, a w dodatku szaleńcza fanka zakochana w jakimś tam Niallu.
Popatrzyłam na nią żałośnie. Zrobiło jej się smutno. Żeby ją jakoś rozweselić, zaczęłam ze śmiechem mówić :
 - Kate, w sumie pasujecie do siebie z Niallem. Obaj śliczni - zaśmiałam się, a ona razem ze mną.
Lecz, szczerze, Kate naprawdę pasowała do tego blondyna. Miała proste, czarne, długie włosy i grzywkę lekko opadającą na bok. Była wiecznie roześmiana, więc w policzkach często pojawiały się dołeczki. Kate była śliczna, nie to co ja, odstraszałam chłopaków jak mysz kościelna, a Bartek był ze mną tylko dla szpanu. Nie dbał o mnie, o NAS. Ehh...
 - Ty za to strasznie pasujesz do Harrego. Wyobrażam was sobie razem, ahhh! Piękny loczek i piękna dziewczyna! - usłyszałam głos Kate.
Teledysk już dawno się skończył, ale tego Harrego ogarniałam, w końcu u moich znajomych w pokojach cały czas widziałam plakaty z napisem : HARRY STYLES. Nie jarałam się nim. Nie jarałam się nimi ! Ale nie chciałam w jakikolwiek sposób zranić Kate, która przecież tak bardzo ich kochała, więc wypaliłam tylko :
 - Przestań ! Przecież dobrze wiem, że go nigdy nie spotkam hahaha !
 - Ty chyba nigdy nie staniesz się tą marzycielką. Trudno, czeka mnie samotny los bez marzeń ! - oburzona udała smutną minkę.
 - Oj Kate, Kate, nie smutaj, tylko ubieraj buty, kto ostatni wyjdzie z domu, ten stawia Colę !
Ruszyłyśmy w stronę drzwi.
Po pół godzinie byłyśmy w centrum. Nagle Kate podbiegła do wielkiej tablicy ogłoszeniowej i zaczęła piszczeć. Udałam się za nią.
 - Maruś, patrz ! Wreszcie w Londynie ! I to w wesołym miasteczku ! Jutro ! Musimy tam być !
O co jej chodziło ? pomyślałam.
Podeszłam bliżej i ujrzałam wielki kolorowy plakat, a na nim "ONE DIRECTION TOUR". Jezus Maria.
 - Kate, wybacz najmocniej, ale nigdzie z Tobą nie idę - powiedziałam spokojnie.
 - Ale, Mari, proszę Cię, to moje najwi...
 - Tak, Twoje największe marzenie, wiem - przerwałam jej - jednak wolałabym zostać w domu i posłuchać moich kochanych starych piosenek.
 - Nie da się Ciebie rozkminić - westchnęła - jednak nie będziesz miała nic przeciwko, gdybym tam poszła ? - pokazała minę kota ze Shreka.
 - Oczywiście, że nie, odprowadzę Cię nawet, żebyś nie straciła główki dla tego blondynka, jak mu tam było ?
 - Nialla - uśmiechnęła się.
 - Właśnie - wybuchłyśmy śmiechem.
Pobiegłyśmy w stronę wesołego miasteczka. Po zaliczeniu wielu atrakcji, usiadłyśmy na ławce w pobliskim parku. Byłam wykończona, lecz z Kate mogłam siedzieć i tak gadać nawet przez dwie następne doby. Była zupełnie inna. To nic, że była zakręconą marzycielką pragnącą pojechać do Paryża oraz zakochaną po uszy w tym całym Niallu. Czułam, że jest dla mnie kimś bliskim.
Nigdy nie przywiązywałam się zbytnio do ludzi, nawet z Olką nie byłam jakoś tam strasznie blisko.
Teraz czułam, że to początek czegoś nowego w moim życiu. Wcześniej nikomu nie ufałam, bałam się, a teraz chciałam wpaść w objęcia mojej towarzyszki i wypłakać się.
Marika, debilu, znasz tą dziewczynę dopiero dwa dni ! Skąd wiesz, jaka jest ?
Westchnęłam i popatrzyłam na Kate.
Tak, znam ją dopiero dwa dni, owszem, lecz w ciągu tych dwóch dni związałam się z nią. Wiedziałam, a raczej byłam pewna, że nie zrobiłaby mi krzywdy.
 - Kate, wiesz, znamy się bardzo krótko i ... - zaczęłam.
 - Tak, Mari, chciałam o tym porozmawiać. Po prostu Ci to powiem. Wiesz, jaka jestem, miewam straszne przywiązanie do ludzi i... - powiedziała - ...i po prostu nie wyobrażam sobie, żebyśmy kiedyś straciły kontakt.
 - Ja to samo Kate, boję się tylko ponownie zaufać, bo miałam kiedyś taką sytuację z pewną osobą. Wiem, że nie zrobiłabyś mi żadnej okropnej rzeczy. Ale wiemy o sobie zdecydowanie za mało. Trzeba to zmienić ! - uśmiechnęłam się tajemniczo.
I tak przegadałyśmy całe pięć godzin o problemach, sekretach, szkole, i nawet się nie spostrzegłyśmy kiedy była godzina 21.
 - Tato napewno się o mnie martwi. Dziękuję Ci bardzo za wszystko ! Jesteś najcudowniejszym człowiekiem na świecie ! - krzyknęłam i rzuciłam się jej w ramiona.
 - Głupku, chyba Ty ! Widzimy się jutro rano !
Pobiegłyśmy do domów.
Szybko się wymyłam, ubrałam w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Po rozmowie z Kate ulżyło mi. Kochałam tą osobę za wszystko, a znałam ją tak krótko. Nikt mnie tak jeszcze nie pocieszył w związku z rozwodem moich rodziców, rozstaniem z Bartkiem czy kłótnią z Olą. Powiedziałam jej jeszcze więcej rzeczy, o których nie wiedziała nawet Ola czy mój pamiętnik.
Zasnęłam z uśmiechem na ustach.
Moja radość nie trwała jednak długo, bo po chwili do pokoju wszedł zdenerwowany ojciec :
 - Marika, wstawaj natychmiast z łóżka. Musimy sobie coś wyjaśnić.


-----------------------------------------------------------------------------------------------
tak, jestem jestem, rozdział następny postaram się dodać w poniedziałek, bo jutro prawdopodobnie nie będzie mnie w domu, lecz jutro zajmę się pisaniem, pisaniem i jeszcze raz pisaniem :)
Rozdział bardz nudny, chłopaki będą już zaniedługo, lecz chciałam nawiązać do relacji obu dziewczyn i więzi, jaka ich połączyła.
Nie wiem jednak czy pisać, dalej, czy ktoś to w ogóle czyta, więc jeśli komuś się spodobało, to z chęcią przeczytam jakieś pozytywne komentarze, co nie znaczy, że nie możecie pisać negatywów. piszcie po prostu co myślicie. Dziękuję ;)